Żeby mi się tylko to dobre tempo utrzymało chociaż do świąt xd.
Anyway, wróćmy do treści...
Rozdział XVI
*Oczami Natalie*
– Poczekaj. Chcesz powiedzieć, że...
– ...w celach "czysto naukowych" wykradłeś ślinę jednej obozowiczki, gdy ta spała? – dokończyła za mnie Sabrina z równie wielkim niedowierzaniem.
– Dokładnie tak – przytaknął Will ze śmiertelną powagą na twarzy; jedynie w kącikach jego ust czaił się usilnie skrywany uśmiech.
– Dosłownie wylałeś jej ślinę z ust! – krzyknęłam, dalej nie wierząc i kręcąc głową.
Tym razem Will już nie wytrzymał i zaniósł się śmiechem. Popatrzyłam na Sabrinę z szeroko otwartą buzią i również zaczęłyśmy się śmiać, kładąc się z impetem na łóżku, na którym akurat przesiadywaliśmy, delektując się czasem wolnym od ćwiczeń na ściance wspinaczkowej z lawą czy zbierania truskawek na polu Pana D. Gdy brat nieco się uspokoił, uniósł ręce w obronnym geście i dodał:
– Na swoją obronę powiem, że miałem wtedy ledwie dwanaście lat, a ona strasznie mi się wtedy podobała. Widocznie uznałem, że jeśli wypiję jej ślinę, to w jakiś sposób wynagrodzę sobie to, że nie chciała mnie pocałować – zażartował.
– Och, naprawdę? – odparła Sabi ze złowieszczą miną. – Może powinnyśmy ci pomóc w poszukiwaniu tej dawnej miłości? Jak dobrze pójdzie, to dostaniesz więcej jej śliny – dodała znacząco, a Will parsknął śmiechem.
– Niestety, moja droga, jestem aktualnie zajęt...
– Will! – usłyszeliśmy nagle krzyk. Dźwięk wydobywał się z obrazu Iryfonu, wiszącego przed nami. Ale to jest creepy, pomyślałam. Pojawił się totalnie znikąd. I jak tu się nie stresować podczas kąpieli?
– Percy? – odparliśmy chórem, wszyscy równie mocno zdziwieni.
– Cześć, dziewczyny. – Zza ramienia Percy'ego wyjrzał Leo Valdez, a na jego twarzy widniał zawadiacki uśmiech. Przewróciłam oczami.
– Hej, coś się stało? – zapytałam chłopców.
– Mamy sytuację kryzysową. Przydałaby nam się wasza pomoc. – Percy zagryzł wargę, lekko się wahając, jednak po chwili opowiedział nam całą historię ich podróży: o strażnikach zmieniających się w jadowite pająki, o tym, jak jeden z nich ugryzł Nica, o Evanie oraz o aktualnym stanie zdrowia di Angelo. Gardło ścisnęło mi się ze strachu, oddech przyspieszył. Poczułam, że pocą mi się dłonie. Na Zeusa, dlaczego akurat jego musiało to spotkać?
– Rozumiem – odparł Will, sztywno i powoli. Nie miałam pojęcia, jak mój brat zareaguje na te wieści, jednak byłam pod wrażeniem jego profesjonalizmu i spokoju, jakim emanował. – Jad i toksyny w ciałach półbogów rozprowadzają się znacznie wolniej i słabiej, niż w przypadku ludzi. Ale widocznie to musiał być jakiś mutant, skoro pomimo Nektaru i Ambrozji Nico tak źle to znosi. Przemywaliście ranę?
– Wielokrotnie. Próbowaliśmy nawet Nektarem, choć to ryzykowne i bolesne... ale ropa nadal się sączy, a opuchlizna się nie zmniejsza – powiedział syn Posejdona.
– Pokażcie mi go – polecił Will.
Przełknęłam ciężko. Herosi odsłonili syna Hadesa leżącego za nimi przy pniu drzewa. Usłyszałam zduszony krzyk Sabriny, a mi zaparło dech. Chłopak wyglądał tragicznie. Jego łydka była mocno opuchnięta, twarz trupioblada, nawet z odległości widać było pot na jego ciele oraz ledwie otwarte oczy. Grozy dodawał fakt, iż Nico ogólnie był brudny, jego ubrania były miejscami podarte, a na twarzy, szyi i ramionach zauważyć się dało liczne zadrapania i rany, które, swoją drogą, powinny dawno się zagoić dzięki boskiemu pokarmowi, który spożywał.
– O bogowie... – wyszeptałam po chwili i uniosłam dłoń do ust.
– Cześć, Nico – powiedział cicho Will. Następnie zwrócił się do Valdeza i Jacksona, nadal nie odrywając wzroku od rannego herosa. – Orientujecie się może, gdzie dokładnie się znajdujecie?
– Ciężko stwierdzić. – Leo zamyślił się. – Dwa dni temu wysiedliśmy przy tym nieszczęsnym zoo, a potem powoli poruszaliśmy się na wschód... a może to był zachód... yyy, no, w każdym razie w stronę jeziora Ontario. Po drodze jest duże miasto, Hamilton. Aha, bo ogólnie to przebywamy aktualnie w Kanadzie – wyszczerzył się.
– Wstępnie chcemy się dostać do jeziora, ale nie wiemy, co robić dalej. Mam nadzieję, że po drodze uda nam się złapać jakąś wskazówkę – dodał Percy zmęczonym głosem. – Ale w pierwszej kolejności musimy zająć się Nickiem.
– Oczywiście – odparł mój brat. Potarł podbródek w zamyśleniu. – Jest was już trójka. Więcej herosów w jednym miejscu przyciągnęłoby zbyt dużą uwagę potworów... a sami wiecie, że pomimo zamknięcia Wrót Śmierci te monstra i tak znajdują sposoby na przedostanie się na nasz świat.
– Chyba że... – zaczęłam niepewnie. Brat zachęcił mnie do dalszego mówienia. – Chyba że udałoby nam się jakoś zastosować Mgłę. Nico, nie wiesz kiedy twoja siostra zamierza się tu pojawić?
Pokręcił przecząco głową.
– Z tego co pamiętam, ma teraz mnóstwo spraw na głowie, jest w końcu centurionem. Ale spróbujcie się z nią skontaktować. Na Hadesa, nie mogę teraz umierać – wymruczał.
– Nie wiem, czy sprowadzanie tu Hazel jest dobrym pomysłem... – zaczął Leo zdawkowo, zwracając się do chorego, lecz Nico zgromił go wzrokiem. Nawet umierając potrafił robić groźne miny. Śmignęło mi przez myśl, że to całkiem seksowne, zaraz jednak potrząsnęłam głową ze wstydem. Bogowie, jak ja się staczam.
Will spojrzał na... swojego chłopaka z troską. Auć.
– Nie umrzesz, nie na mojej warcie. Bez obaw. Poszukamy od razu jakichś informacji, może znajdziemy na to jakiś sposób, przepis na odtrutkę albo cokolwiek. Nie powinieneś się teraz przemęczać.
– Zdecydowanie. Powinniście zostać tam, gdzie jesteście, dopóki mu się nie polepszy lub do momentu, gdy ktoś przybędzie z pomocą.
Spojrzałam zdziwiona na Sabrinę. Odezwała się po raz pierwszy od początku tej rozmowy. Zastanowiłam się. Moja siostra nie przepadała za Nickiem, a mimo to w sytuacji kryzysowej troszczyła się o niego. Jak prawdziwy lekarz.
– Masz rację – westchnął Percy. – Zostaniemy tutaj. Będziemy się żywić jagódkami i grzybkami.
– Ja bym uważał na te grzybki – zauważył syn Hefajstosa.
– Jakieś za bardzo kolorowe, co nie?
– Tak czy inaczej zostańcie tam, gdzie jesteście – powiedziała zirytowana Sabrina.
– Postaramy się coś wymyślić – powiedziałam, starając się ukryć to, jak bardzo byłam przejęta i zdenerwowana. – Trzymaj się, Nico. A wy miejcie na niego oko, chłopcy.
– Jasne, złotko. Już my się nim zajmiemy. – Leo błysnął zębami. – Koleś, poczekaj, aż ci przyrządzę rosół z niespodzianką. To mój specjał – podkreślił dumnie.
– Nie lubię niespodzianek – wymamrotał Nico z przerażeniem w oczach. Zdawało mi się, że lekko pozieleniał na twarzy.
– Odezwiemy się niedługo – obiecałam na koniec.
Pożegnaliśmy się i przerwaliśmy połączenie. Przez chwilę w pokoju panowała głucha cisza. Nagle Will westchnął ciężko i odezwał się:
– Sabi, mogłabyś pójść do Chejrona i opowiedzieć mu o tej całej sytuacji? Chyba nie mam na to siły, a on może coś wiedzieć na ten temat.
– Jasne, już pędzę.
Sabrina wybiegła z pokoju, zostawiając nas samych. Will znowu westchnął i opadł ciężko na łóżko. Potarł oczy. Wyglądał na wyczerpanego. Cały poszarzał, a blask, który zdawał się zawsze od niego bić, jakby zniknął.
– Nie mogę zostawić teraz Obozu. Dziś rano przyniesiono do naszej lecznicy czwórkę półbogów, trójkę satyrów i aż dziewiątkę driad. Wszyscy ranni, kilku jest w stanie ciężkim, dwójka była w stanie krytycznym, na szczęście teraz ich stan jest już w miarę stabilny. Pewnie słyszałaś, doszło wczoraj do walki w lesie. Znikąd pojawiły się Eryn... znaczy Łaskawe, Chimera i Empuzy. Tak czy siak, moja przerwa w pracy pomału dobiega końca, za piętnaście minut mam moją zmianę razem z Sabriną i Chrissy. Jestem tam najbardziej potrzebny, sama wiesz. Przecież oni wszyscy dopiero się uczą, niektórzy nie potrafią nawet dobrze podać kroplówki, a co dopiero gdyby doszło do jakichś komplikacji... Teraz zmianę ma Wayne wraz z kilkorgiem Nieokreślonych i tylko się ciągle martwię, czy nikogo tam nie uśmiercą. W dodatku czekają mnie dzisiaj dwie operacje. – Przetarł oczy. – Co ja mam zrobić?
Spojrzałam na niego i... zawahałam się. Mimo że moje uczucia do Nica nie zmieniły się, nie chciałam mącić w ich związku. Wręcz przeciwnie – miałam szczerą nadzieję, że niedługo mi przejdzie, chociaż było to bolesne. Ich szczęście liczyło się tutaj najbardziej. Rozumiałam też, że na pewno oboje pragną się ze sobą spotkać. Nico pewnie liczył, że Will przyjdzie mu z ratunkiem.
Z drugiej strony, mój brat miał naprawdę masę roboty. Gdyby go zabrakło, nie wiem jak byśmy sobie poradzili. Wiele herosów i magicznych stworzeń potrzebowało teraz, właśnie teraz, jego pewnej, doświadczonej ręki. Poza nim, Sabi, Waynem i Christiną, którzy na szczęście coraz prędzej uczyli się tajemnic medycyny, nie było nikogo równie uzdolnionego w Obozie Herosów. Ja może też w miarę sobie radziłam, jednak daleko mi było do brata. Ale kto wie, czy Nico również nie będzie potrzebował operacji?
Nagle uświadomiłam sobie smutną prawdę.
– Will – zaczęłam, – oczywiście musimy pomóc Nickowi, ale... jesteś tutaj potrzebny. Dziesiątki osób liczą na ciebie, z kolei on... on wiedział, jakie jest ryzyko. I my też nie możemy zaryzykować utratą ciebie. Tam jest niebezpiecznie, dobrze o tym wiesz. Kto zajmie się nimi wszystkimi, jeśli ciebie zabraknie? – dodałam znacząco.
Will zawahał się.
– Oni umrą, Willu. Jeśli im nie pomożesz.
– On też może umrzeć.
– Nico jest silny. To potężny półbóg, nie da się tak łatwo zabić. Nie może – dodałam ciszej.
Pokiwał głową, jakby otępiały od nadmiaru emocji i zdarzeń.
– Martwię się o niego – przyznał cicho.
– Wiem – odparłam. – Ja też.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, wsłuchując się w gwar głosów dobiegających z oddali. Śmiechy i krzyki mieszały się ze sobą, łącząc w spójną całość wraz z odgłosem wiatru obijającego się o korony pobliskich drzew. Starałam się oddychać równo i miarowo, aby nie wpaść w panikę. Przymknęłam delikatnie oczy, wsłuchując się w ćwierkanie ptaków. To zadziwiające, że nawet, gdy dowiemy się o czymś strasznym i szokującym, przyroda dalej pozostaje równie spokojna, jak wcześniej. Ptaki wciąż wymieniają się piosenkami, a świerki i jodły nadal delikatnie kołyszą się na wietrze. Pochód mrówek dalej uparcie i nieprzerwanie dąży do celu, a słońce... cóż, słońce nie spada z nieboskłonu. Wszystko pozostaje takie, jak wcześniej.
Tylko my pozostajemy wzburzeni, choć z zewnątrz zdajemy się być opanowani.
– Natalie? – odezwał się nagle.
– Tak?
– Ja... ja wiem, że to niebezpieczne. Ale chciałbym cię prosić, żebyś spróbowała go odnaleźć. Ktoś powinien przy nim być. No, poza Percy'm i Leonem, który pewnie jeszcze go otruje tym rosołem. – Zaśmiał się lekko. – Ufam ci. I wiem, że też chcesz dla niego jak najlepiej. I jeszcze raz podkreślę, że to bardzo niebezpieczne i na pewno nie puszczę cię samej, i zrozumiem, jeśli się nie zgodzisz, ale... – Głos mu się załamał.
– Oczywiście, że tam pojadę, jeśli tylko uważasz, że to najlepsze wyjście z sytuacji. Nie musisz prosić.
Złapałam go za rękę i uścisnęłam mocno, jednak zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej, zostałam zmiażdżona w niedźwiedzim uścisku.
– Dziękuję.
– Ale daj mi oddychać! – roześmiałam się. – Nie ma sprawy. To też mój przyjaciel, wiesz. Wolałabym, żeby żył – dodałam żartobliwie, ale po chwili przełknęłam ciężko ślinę. Zaschło mi w gardle. – Zrobię, co w mojej mocy, żeby mu pomóc. Tylko najpierw znajdźmy jakiekolwiek pożyteczne informacje.
Brat spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem, a ja zagryzłam mocno wargi. Nagle poczułam, jak Will rozciera coś kciukiem po moim policzku.
– Hej, nie płacz. – Pocałował mnie w czoło. – Bo ja też się popłaczę.
Zaśmiałam się cichutko.
– Wyciągniemy go z tego, zobaczysz. Będzie dobrze. Musi być.
Pomyślałam wtedy, jak to dobrze, że Will jest optymistą. Oby posiadał też dar przepowiadania przyszłości.
****************************************************************
Voila!
No i proszę, wyrobiłam się. Aż dziwne.
Tak czy inaczej, relacje między naszymi bohaterami ciekawie się rozwijają, nie sądzicie? – zadała pytanie, a w jej głowie pojawiły się słowa piosenki:
,,Odpowie ci wiatr, wiejący przez świat, odpowie ci bracie tylko wiatr..."
Well... :')
Niedługo będzie kolejny, obiecuję. Wkręciłam się, a przecież wszystko jest lepsze niż zestaw zadań z matmy rozszerzonej na za dwa dni. Biczyz.
Buziaki i buziory, herosi i heroski.
Xoxo,
Annabell di Angelo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Witaj, strudzony wędrowcze!
Bardzo mnie cieszy, że kliknąłeś, aby dodać komentarz. Nie wstydź się swojej opinii; pisz szczerze i często!