niedziela, 4 września 2016

ROZDZIAŁ VII

Tam-taram-tam-tam, wiem, że długo z tym zwlekałam, ale proszę: rozdział siódmy wreszcie opublikowany! Tym razem, trochę też w ramach rekompensaty za tak długą nieobecność, zajął on mi 11 stron. Mam nadzieję, że się Wam spodoba ;). Enjoy ^^.
Miłego czytania!

Rozdział VII

*Oczami Percy'ego*


 - Tatuś przesyła ci pozdrowienia - powiedział Tyson, uśmiechając się do mnie szeroko.
  Siedzieliśmy na naszych łóżkach w domku Posejdona. Mój brat przyjechał do obozu dzisiaj przed kolacją. Był bardzo radosny - również dlatego, że jutro do Obozu Herosów ma przylecieć w odwiedziny harpia Ella, jego dziewczyna.
  Uśmiechnąłem się.
 - Dzięki. Ty też go ode mnie pozdrów. Co u niego słuchać?
 - Ma bardzo dużo pracy. - Cyklop zrobił smutną minę. - Przez ostatnie tygodnie rzadko ze sobą rozmawialiśmy. Z tobą też rzadko rozmawiał, prawda?
  Przytaknąłem.
  - Nie rozmawialiśmy od... dwóch miesięcy - powiedziałem, marszcząc czoło.
  Tyson pokiwał głową ze smutkiem.
 - Tatuś prosił, żebym ci przekazał, że jest mu bardzo przykro z tego powodu, i że niedługo się odezwie, ale teraz naprawdę nie ma czasu.
 - W porządku, rozumiem. Jest bogiem. Na pewno ma mnóstwo obowiązków.
 - Tak, ale on myśli o tobie, wiesz? - rzekł, a jego wielkie brązowe oko spojrzało na mnie z powagą.
 - Wiem. - Znów się do niego uśmiechnąłem.
 - I to często. Przygotował dla ciebie prezent! - dodał z entuzjazmem, po czym rzucił się do swojego worka marynarskiego (trzymał w nim wszystkie swoje rzeczy) i wyciągnął z niego muszlę koloru morelowego, mniej, więcej wielkości pięści dorosłego mężczyzny. - Proszę, weź to. To wyjątkowa rzecz.
  Wziąłem muszlę w dłonie i przyjrzałem się jej uważnie. Nie wyglądała jakoś szczególnie imponująco. Była zwinięta spiralnie wokół własnej osi, miała chropowatą powierzchnię... jak zwykła muszla.
 - Och! Hm, dziękuję. Jest... bardzo ładna - powiedziałem, patrząc na nią niepewnie.
 - To prawda, jest śliczna. Ale tatuś nie dał ci jej ze względu na wygląd. Ona jest magiczna. - Tysonowi rozbłysły oczy.
 - Tak? - Spojrzałem na muszlę bez przekonania.
  Mój brat pokiwał energicznie głową.
 - Tak!
 - Mhm. A co ona tak właściwie robi?
 - Odpowiada. - Cyklop wzruszył beztrosko ramionami.
  Zmarszczyłem brwi.
 - Jak to ,,odpowiada"?
 - Normalnie. Wystarczy, że wypowiesz jakieś pytanie wprost do tego jej śmiesznego otworka, a potem przyłożysz ją do ucha. I ona odpowie - zakończył uradowany.
 - Czyli że... mogę zadać jej jakiekolwiek pytanie, a ona mi na nie odpowie? - upewniłem się.
 - Dokładnie. Odpowie, poda wskazówkę... coś w tym rodzaju.
  Poczułem, jak szarpie mną ciekawość. Nie mogłem się doczekać, by użyć muszli, więc od razu zacząłem zastanawiać się nad pierwszym pytaniem, jakie jej zadam.
 - Och, Percy, tatuś mówił coś jeszcze o niej.
 - Hm? Co takiego?
 - No... coś tam było o tym, ile razy można jej używać, jak często... tylko że nie pamiętam dokładnie o co chodziło. - Tyson zrobił skruszoną minę.
  Machnąłem ręką i powiedziałem:
 - Nie przejmuj się. Dojdziemy do tego w trakcie jej używania.
 - Ale, Percy...
 - Spokojnie, wielkoludzie. Wiem, co robię.
  No dobrze, możecie mi teraz śmiało zarzucić lekkomyślność i brak odpowiedzialności, ponieważ, rzeczywiście, zachowałem się bardzo pochopnie, ale zrozumcie, czułem się wtedy zupełnie jak dziecko, które nieoczekiwanie dostało nowy prezent. Koniecznie chciałem sprawdzić, czy zabawka na pewno działa i kompletnie nie myślałem o konsekwencjach.
  Jeszcze raz zastanowiłem się nad pytaniem, po czym wziąłem głęboki oddech i przyłożyłem usta do muszli.
 - Czy wyglądałbym dobrze w brodzie á la Elvis Presley? - spytałem, a następnie szybkko przyłożyłem ucho do dziury.
  Nie.
  Spojrzałem podejrzliwie na muszlę.
 - Hm. Jesteś pewna? - zapytałem jeszcze i poczekałem na odpowiedź.
  Niestety, nie otrzymałem jej.
  Potrząsnąłem prezentem, nic nie rozumiejąc. Po minucie lub dwóch próbowania użycia muszli, zdenerwowałem się. Wcisnąłem ją bratu do ręki i powiedziałem:
 - Ona nie działa!
 - Widzę - bąknął cyklop.
 - Nie wiem, może ty spróbuj. Mi za pierwszym razem odpowiedziała, chociaż nie jestem pewien, czy mówiła całkowicie szczerze - dodałem z powątpiewaniem i rzuciłem się na łóżko.
  Tyson spojrzał na muszelkę.
 - Halo? Jest tu kto? - zapytał i potrząsnął lekko przedmiotem. - Chyba się zepsuła. Tatusiowi będzie smutno - rzekł smętnym głosem.
  - Może uda się jeszcze ją naprawić. Spróbujemy jutro rano, jak będziemy nieco trzeźwiej myśleć - zaproponowałem i  ziewnąłem, ale w głębi duszy czułem się trochę zawiedziony. Posejdon naprawdę rzadko daje mi takie fajne magiczne gadżety, więc miałem nadzieję, że uda się jakoś ją wskrzesić.
 - Dobrze. Muszę siusiu. Zaraz wrócę! - rzekł Tyson i ruszył pospiesznie do toalety. Jednak po drodze wypadła mu z kieszeni mała biała karteczka.
  Zawołałem go, ale on już zniknął za drzwiami łazienki. Wstałem więc i podniosłem papierek, powoli go rozkładając.
  W środku greckimi literami zapisana była... instrukcja obsługi.
  Przyznaję, zatkało mnie. No bo proszę was, kto normalny robi instrukcję obsługi magicznej muszli? Potrząsnąłem głową i zacząłem czytać. W duchu dziękowałem Annabeth za to, że poświęciła dla mnie tyle czasu i cierpliwości na naukę greki. Większość tekstu zrozumiałem bez większych przeszkód, nie musiałem nawet zaglądać do moich starych notatek i słowników. Byłem z siebie bardzo dumny.
  Jak się okazało, muszli można użyć tylko trzy razy, i to w dodatku raz na dwadzieścia cztery godziny. Westchnąłem z rezygnacją. Oznaczało to, że zostały mi tylko dwa pytania, i że kolejne będę mógł zadać dopiero jutro wieczorem.
 - Przynajmniej wiem już, że bym źle wyglądał w brodzie na Elvisa - mruknąłem do siebie z sarkazmem.
  Spróbowałem nieco się pocieszyć tym, że przecież jutro też jest dzień, ale od razu, kiedy o tym pomyślałem, zrobiło mi się trochę niedobrze. Dla półboga ,,jutro" nigdy nie jest pewne. Trzeba być przygotowanym na to, że twoje życie może się skończyć w dosłownie każdej chwili. Myślicie pewnie, że dramatyzuję, ale to prawda. Samo mówienie w pozytywny sposób o planach na kolejne dni bywa czasami niebezpieczne - niektórzy bogowie mogą to usłyszeć. A jeśli usłyszy to bóg lub bogini, u której masz akurat nieco na pieńku, to uwierz, możesz z góry pożegnać się ze swoimi planami. Nic już z nich nie wyjdzie.
  Ponadto, bogowie nie lubią, gdy te małe mrówki chodzące po ziemi są na tyle zarozumiałe, by mieć pewność, że dożyją jutra. Zsyłają wtedy zazwyczaj na śmiertelników różne kary w postaci chorób, pożarów lub potworów wyskakujących z lodówki. To ma być nauczka dla nas.
  Kochani są, nieprawdaż?
  Pokręciłem głową, by odpędzić złe myśli i schowałem kartkę do szafki nocnej. Właśnie w tej chwili przyszedł Tyson.
 - Zjadłbym kanapkę z masłem orzechowym - rzekł po dłuższej chwili, leżąc już w łóżku.
  Prychnąłem ze śmiechem.
 - Na kolację zjadłeś chyba z dziesięć kanapek. I ty jeszcze jesteś głodny?
 - Od tamtej pory w moim brzuszku już dawno zrobiło się pusto. - Pogłaskał się po nim z miną mędrca.
 - Och, oszczędź mi szczegółów - jęknąłem i przykryłem głowę poduszką.
 - Co z magiczną muszelką? - spytał mój brat, spoglądając na mnie z dziecięcą niewinnością.
  Przyjrzałem mu się przez chwilę. Cyklopy, podobnie jak satyry, rozwijają się wolniej i nie dorastają tak szybko jak inni ludzie czy półbogowie. Dlatego Tyson, mimo że miał już prawie osiemnaście lat, zachowywał się czasami jak jedenasto-, dwunastolatek. Jego niewinne spojrzenie, dziecięcy dobór słów, niezwykła wrażliwość i niekiedy przesadny entuzjazm wobec małych rzeczy dość mocno kontrastowały z prawie dwoma metrami wzrostu oraz potężną sylwetką, co powodowało, że zwykle wyglądał po prostu jak duże dziecko. I pomimo że był w moim wieku, traktowałem go niejako niczym młodszego brata.
 - Oj, Tyson. - Pokręciłem głową. - Wypadła ci instrukcja.
  Olśniło go.
 - Och, no tak! Miałem ci ją przekazać, w razie gdybym czegoś zapomniał.
 - Muszli można użyć tylko trzy razy, w dodatku co dwadzieścia cztery godziny. Czyli raz na dobę - sprostowałem.
 - Na... cały dzień i całą noc? - upewnił się.
 - Właśnie.
 - Och, to dlatego muszelka nie chciała nam odpowiedzieć na pytania.
  Przytaknąłem mu, po czym schowałem prezent od taty do szuflady i zgasiłem lampkę. Otoczyła nas ciemność. Dochodziła do nas jedynie delikatna poświata księżyca, wkradająca się do pokoju przez niezasłonięte okna.
 - Percy?
 - Tak, wielkoludzie? - odparłem.
 - Kiedy przyjedzie Annabeth?
  Między nami zapadła cisza. Po długiej, bardzo długiej chwili odpowiedziałem:
 - Nie wiem, Tyson. Ale mam nadzieję, że już niedługo.
  Z drugiej strony nie dobiegł żaden dźwięk, więc uznałem, że mój brat zasnął. Przekręciłem się na drugi bok.
  I nagle cyklop odezwał się:
 - Chciałbym ją już zobaczyć...

***

  Rano obudził mnie dźwięk budzika. Otworzyłem jedno oko i wyłączyłem go, głośno przy tym ziewając. Tyson jeszcze mocno chrapał, więc wstałem, przeciągnąłem się, po czym zwinąłem z krzesła pierwsze lepsze ubrania i powoli poczłapałem do łazienki. Po szybkim, chłodnym prysznicu byłem nieco bardziej rozbudzony niż wcześniej, jednak dalej lepiły mi się oczy z niewyspania. Potrząsnąłem głową, by odpędzić resztki snu i podszedłem do brata.
 - Hej, Tyson - powiedziałem. - Czas wstawać.
  Jednak cyklop nie zareagował. Westchnąłem ciężko i potrząsnąłem mocno jego ramieniem.
 - Tyson! Wstawaj, wielkoludzie.
 - Co? - wymamrotał, podnosząc się.
 - Jest za dwadzieścia ósma. Szykuj się i chodź na śniadanie.
 - Uhm... ach. No tak - wybełkotał jeszcze i podniósł się z łóżka
  Wziąłem mój długopis, zawiązałem buty i przejrzałem się szybko w lustrze. Poprawiłem niedbale włosy, następnie krzyknąłem do brata, że czekam na niego przed domkiem. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Po dziesięciu minutach Tyson wyszedł, więc zamknąłem drzwi i razem poszliśmy na śniadanie.
  Usiadłem przy moim stoliku i z nieskrywanym zadowoleniem nałożyłem sobie stos niebieskich naleśników. Polałem je sobie syropem, po czym wstałem, by złożyć ofiarę bogom.
  Wrzuciłem do trójnogu kilka naleśników. W myślach podziękowałem mojemu tacie za prezent, który mi przysłał. Po krótkiej modlitwie wróciłem do stolika numer trzy i zacząłem jeść.
  Po śniadaniu była inspekcja domków. Razem z Tysonem wróciliśmy do trójki, by posprzątać bałagan panujący w pokojach, jednakże pomimo naszych starań sprawdzający, czyli Jake Mason - grupowy od Hefajstosa, dał nam jedynie trzy punkty. Wzruszyłem ramionami. Średnia moich dotychczasowych ocen również wynosi trzy. Mogło być gorzej.
  Katie Gardner, która chodziła po domkach razem z Jake'iem i rozdawała listy od rodzin i przyjaciół, miała dla mnie białą kopertę. Wręczyła mi ją. Od razu po ich wyjściu ją sprawdziłem - była od mamy i Paula. Pytali, co u mnie, jak się czuję, czy wiele się zmieniło w obozie, jak tam starzy przyjaciele, ilu nowych półbogów do nas dotarło, czy jeszcze nic mnie nie zabiło - czyli standardowe pytania, które zazwyczaj zadają mi rodzice, ale czytałem je z uśmiechem na twarzy. Obiecałem sobie, że wieczorem napiszę do nich list z odpowiedzią. Tymczasem jednak musiałem się przygotować do kolejnych zajęć.
  Pół godziny później miałem lekcję latania na pegazach. Wszedłem do boksu mrocznego i zacząłem go siodłać.
  Siemanko, szefie, zarżał.
  Mówiłem ci już, żebyś nie mówił do mnie szefie, odparłem z irytacją.
  Jasne, szefie.
  Pokręciłem głową i zapiąłem mu specjalny popręg, tworzony przez dzieci Hefajstosa specjalnie dla pegazów.
  Nie lubię siodła, dobrze o tym wiesz, obruszył się.
  A ty dobrze wiesz, że nie lubię jazdy na oklep, odparowałem. Zresztą, siodło jest idealnie dopasowane do twojej sylwetki, więc nie ma prawa ci jakkolwiek zawadzać. Czego ty od niego chcesz?
  Niczego. Ale jeśli dasz mi teraz jabłko, nie zrzucę cię z grzbietu.
  I tak bym ci dał to jabłko. Codziennie to robię, zaprotestowałem.
  Tak, dlatego dzisiaj daj mi dwa, odparł, a ja miałem niemiłe wrażenie, że stara się mnie wykiwać.
  Pokręciłem głową.
  Mroczny, powiedziałem mu stanowczo, dostaniesz tylko jedno jabłko, bo jak zjesz dwa, zrobisz się za gruby, i to po jeździe, w ramach nagrody za dobre zachowanie. O ile będziesz się dobrze zachowywał.
  Daj mi teraz, szefie, to będziesz miał gwarancję, że cię nie zrzucę, błagał Mroczny.
  Jeśli mnie zrzucisz, to w ogóle nie dostaniesz jabłka, zakończyłem.
  Mroczny zaczął coś mruczeć o niesprawiedliwości dla zwierząt, ale nie ugiąłem się. Złapałem go za wodze i wyprowadziłem ze stajni.
  Lekcja trwała półtorej godziny, podczas której pegaz nawet nie spróbował mnie zrzucić z siodła. Najwyraźniej dotarło do niego, że to mu się nie opłaca. Na pożegnanie pogłaskałem go po nosie i, oczywiście, dałem mu soczyste czerwone jabłuszko. Schrupał je z taką radością, że aż wytrysnął sok na moją prawie czystą koszulkę.
  W rozkładzie moich zajęć było napisane, że od dwunastej mam łucznictwo, toteż ruszyłem w stronę areny treningowej. Uczniowie już się zbierali w luźnej rozsypce wokół Chejrona. Centaur stał w środku z łukiem w ręce i kołczanem pełnym strzał na ramieniu. Był skupiony, wciąż rozglądał się i liczył obozowiczów. Miał doskonałą pamięć i dokładnie pamiętał, kto i kiedy powinien przyjść na zajęcia.
  Gdy mnie dostrzegł, uśmiechnął się lekko i skinął mi głową. Uniosłem rękę na przywitanie i wziąłem ze stojaka łuk, jednak na razie nie ruszałem strzał. Było ich wiele, różnych rodzajów i Chejron zwykle mówił nam w czasie lekcji, które mamy wybrać i ile. Czekałem więc na rozpoczęcie zajęć.
   Centaur jeszcze raz przeliczył grupę. Na jego twarzy odmalowało się zadowolenie. Najwyraźniej nikogo nie brakowało.
 - No dobrze, mamy komplet - odezwał się nasz koordynator zajęć. - Dzisiaj będziecie pracować w małych grupach, trzy- lub czteroosobowych. Już zostaliście wyznaczeni do poszczególnych zespołów ...- dodał głośniej, uciszając tych, którzy natychmiast zaczęli nawoływać się i dobierać w grupy, - także proszę o ciszę. Weźcie teraz po tuzinie strzał z najtępszymi grotami.
  Wszyscy posłusznie ruszyli po wyznaczone narzędzia. Po dłuższej chwili, gdy każdy już miał swoje dwanaście strzał, centaur zaczął wyznaczać zespoły.
 - Christopher Bane, Drew Tanaka, Katie Gardner, Kayla MacCartney - zespół pierwszy. Miranda Gardiner, Nyssa Young, Lacy Swan, Sabrina Zuhano - zespół drugi. W grupie trzeciej:  Will Solace, Harley Stevenson i Jake Mason. Piper McLean, Leo Valdez oraz Mitchel Lorens - to drużyna numer cztery. I już ostatni, zespół piąty: Austin White, Natalie Kennedy, Shane Collins i Percy Jackson. Niech każda z drużyn ustawi się w osobnym sektorze ćwiczebnym. Ustawcie się, tworząc trójkąty bądź kwadraty.
  Bez sprzeciwów zajęliśmy wyznaczone miejsca.
 - Dobrze - kontynuował Chejron. - Waszym zadaniem na dziś jest ćwiczenie celności, ale także spostrzegawczości. Na ostatnich zajęciach przypominałem, żebyście założyli dzisiaj kamizelki ochronne zamiast zbroi, które lepiej amortyzują uderzenia. A to dlatego, że będziecie do siebie strzelać.
  Popatrzyłem z dezorientacją na innych herosów. Na zajęciach tego typu jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żebyśmy musieli do siebie strzelać. Zwykle celowaliśmy w tarcze, manekiny ćwiczebne, ewentualnie w stogi siana lub nadlatującą mewę. Ale żeby celować w innych obozowiczów na zajęciach takich jak te, na których każdy ma inny poziom umiejętności strzeleckich? Tego jeszcze nie było.
 - Spokojnie, nic wam nie będzie. Kamizelki to podarunek od samego Hefajstosa, są odporne nawet na najostrzejsze i najtwardsze ostrza. Żadna strzała ich nie przebije, ale, jak wiadomo, nie wszyscy potrafią dobrze celować, dlatego na wszelki wypadek kazałem wam wziąć strzały z tępym grotem, w razie gdybyście wystrzelili komuś strzałę w ramię lub w nogę.
 - Albo w oko - powiedział jakiś chłopak.
 - Lub w krocze - dodał ktoś inny, a kilka osób uśmiechnęło się z lekkim rozbawieniem. 
 - Właśnie. Nie wiemy co się może zdarzyć. Oczywiście to nic złego, że ktoś nie ma jeszcze wyrobionej celności - jesteście tu przecież po to, by się tego nauczyć. - Nauczyciel uśmiechnął się łagodnie. - Strzelajcie tylko do osób z waszych drużyn. Można robić uniki, a nawet trzeba, oczywiście. Macie być ruchomym celem i w ruchome cele strzelajcie. I starajcie się celować w tułów. A teraz - do ćwiczeń!
  Nawet nie zdążyłem założyć strzały na cięciwę, a już ktoś we mnie strzelił.
 - Hej! - zaprotestowałem.
 - No co? - To była córka Hefajstosa, Shane. - Chejron kazał nam ćwiczyć. Nie moja wina, że nie uważałeś. Auć! - krzyknęła nagle, gdy strzała trafiła również ją.
 - Nie moja wina, że nie uważałaś - powtórzyła beztrosko Natalie, nakładając od razu kolejną strzałę.
 - Uważaj, żebyś zaraz ty nie oberwała - odparła z przekąsem Shane.
  Usłyszałem świst z prawej strony i schyliłem się gwałtownie. Strzała przemknęła tuż nade mną.
 - Niewiele ci brakowało, Austin - wymamrotałem.
 - Niezły refleks. - Syn Apolla wyszczerzył się i sam zrobił unik. - No wiesz co? We własnego brata strzelać? - oburzył się chłopak, celując palcem w siostrę.
 - To nie ja cię wybrałam do grupy. - Dziewczyna wzruszyła ramionami i zaraz krzyknęła z bólu. Strzała Shane dosięgnęła jej nieosłoniętego ramienia.
 - Wybacz! - zawołała córka Hefajstosa, jednak nie zabrzmiało to do końca szczerze.
 - Spoko - mruknęła szatynka, rozmasowując obolałe ramię.
  Pomyślałem, że będzie miała jutro niezłego siniaka. Założyłem kolejną strzałę na cięciwę i wycelowałem w Austina. Ale, jako że jestem kiepski w tej dziedzinie, pocisk przemknął obok niego. Chłopak uśmiechnął się do mnie pobłażliwie i wypuścił strzałkę do Natalie. Dziewczyna dostała w brzuch, zdążyła jednak jeszcze wycelować w Shane. Ja z kolei jeszcze raz spróbowałem trafić Austina.
  I tym razem mi się udało. Ponownie naciągnąłem łuk.
  Tak, mniej, więcej, wyglądała cała nasza kolejna godzina.
  Pod koniec zajęć ruszyliśmy razem do pojemnika z chłodzonymi napojami. Shane sięgnęła po sok jabłkowy, Austin po wodę gazowaną, a ja i córka Apolla wzięliśmy zwykłą wodę mineralną. Odkręciłem butelkę i wylałem połowę jej zawartości na kark. Resztę wypiłem drobnymi łykami.
 - Jak zauważyłam, łucznictwo to nie jest twoja... zbyt mocna strona, co? - odezwała się Natalie, popijając wodę.
 - Rzeczywiście, jestem w tym równie dobry jak w pieczeniu ciasteczek na święta. A one zwykle wychodzą z piekarnika dość... zwęglone.
 - Ej, nie jest aż tak źle. Parę razy trafiłeś mojego brata. To już coś - powiedziała z uśmiechem.
  Przyjrzałem się jej.
 - Czekaj... ty jesteś tą dziewczyną z pożaru, prawda?
 - Tak... - przyznała ze skwaszoną miną. - Aczkolwiek wolałabym być znana z dwukrotnego uratowania świata i obozu, jak co niektórzy - dodała znacząco.
  Uśmiechnąłem się skromnie.
 - Nic wielkiego. Wiele osób bardzo mi pomogło.
 - Pewnie nie sposób wymienić ich wszystkich, co?
 - No cóż, było ich całkiem sporo - przytaknąłem. - Szybko odbudowaliście wasz domek - dodałem, chcąc zmienić temat.
 - Tak, pomogły nam dzieci Hekate i Pan D. Zajęło nam to większość dnia, ale jakoś daliśmy radę. Na szczęście wszystko jest tak, jak było wcześniej, przed pożarem. Czary naprawdę potrafią zdziałać cuda.
 - Osobiście nigdy nie przepadałem za magią, ale rzeczywiście bywa ona przydatna. A ty? Jak się trzymasz?
 - Jest już w porządku, dzięki. - Uśmiechnęła się. - Wiesz, cieszę się, że w ogóle żyję - zaśmiała się. ,,Optymistka", pomyślałem.
 - No tak, to zdecydowanie zalicza się do plusów. Nico się spisał, i to całkiem nieźle.
 - Tak, jestem mu strasznie wdzięczna. To było... naprawdę odważne. - Spoważniała. - Wiesz, budynek był bliski zawalenia się. Wszędzie był ogień. Dym. Deski spadały na głowę. Ja... nie pamiętam dokładnie, co się tam wydarzyło, jedynie jakieś urywki, i wiem, że pewnie wiele osób chciało mi wtedy pomóc, ale tylko on odważył się to zrobić. To... - Westchnęła. - Mam u niego naprawdę ogromny dług.
 - Kiedy ktoś kogoś ratuje przed śmiercią, tworzą się takie więzy, które nadają relacji tych ludzi szczególny charakter - rzekłem w zastanowieniu.
 - Co masz na myśli? - odparła podejrzliwie. 
 - No bo wiesz, weźmy taką Clarisse. Jakoś dwa lata temu pomogłem jej z jej boskimi braćmi, Fobosem i Dejmosem. Od tamtego czasu już nie jesteśmy tak zagorzałymi wrogami jak wcześniej, bo pamiętamy o tamtej sytuacji. Ja i moja dziewczyna też ratowaliśmy sobie życie tyle razy, że nie jestem w stanie tego zliczyć. To samo się tyczy moich kumpli - między tymi, którzy uratowali mi życie i resztą jest pewna różnica, jeśli chodzi o nasze relacje - wyjaśniłem jej.
 - Chyba... chyba cię rozumiem. To znaczy, jeśli chodzi o mnie i  o Nica, no to wiesz, kolegujemy się, ale mam wrażenie, że nigdy nie zdołam spłacić swojego długu wobec niego.
 - Wiesz, tu nie chodzi tak naprawdę o spłacanie długu. Myślę, że twoja przyjaźń i oddanie będą dla niego wystarczającą nagrodą. - Spojrzałem na zegarek i westchnąłem. - Czas na mnie. Muszę iść się przygotować na zbieranie truskawek. - Dopiłem resztkę wody. - Miło było cię poznać, Natalie. 
 - Ciebie też. Trzymaj się - pożegnała mnie z uśmiechem i odbiegła, ja z kolei ruszyłem na podbój truskawek.


**********************************


No. I to tyle xD. Myślę, że ten rozdział nie był taki zły, ale chyba też nie jest jakiś szczególnie ciekawy. Chociaż może Wam się podobał. Co sądzicie? Zostawcie po sobie pamiątki (czyt.: KOMENTARZE), no i piszcie, jak Wam minęły pierwsze dni w szkole. Jestem ciekawa :3.
Oczywiście, jeżeli macie blogi i właśnie coś wstawiliście, powiadomcie mnie o tym pod tym postem ;). Chętnie wpadnę, i przepraszam za zaległości w czytaniu innych opowiadań, ale ostatnio nie miałam za bardzo jak do nich zajrzeć. Postaram się to nadrobić w najbliższym czasie, tylko wiecie, piszcie, bo naprawdę zapominam xD.
Więc trzymajcie się, herosi.
Czytajcie.
Komentujcie.
Obserwujcie.

Xoxo, kochani :*
Annabell di Angelo

32 komentarze:

  1. Hej, hej
    wpadłam do ciebie, by poinformować o świeżutkim rozdzialiku 8, a tu ty również wstawiłaś siódemeczkę. Jak uroczo :3
    Niestety nie mogę teraz przeczytać, bo trochę nie kontaktuję, ale jutro wrócę. Możesz być tego pewna.
    W wolnej chwili zapraszam:
    http://ostatniamysl.blogspot.com/2016/09/rozdzia-8.html
    Pozdrawiam
    Kot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam
      Och, jakież to urocze :3.
      Och, no czekam w takim razie na ten twój wielki powrót :D.
      Dzięki za info ;).
      xxxxx
      Annabell di Angelo

      Usuń
    2. Mówiłam, że powrócę? Oto jestem. *fanfary*
      Hm... fajny rozdział, ale zastanawia mnie trochę, czy akcja nieco się rozwinie, bo na razie to są rozdziały głównie opisowe. Nie mówię, że każdy, ale większość owszem. Nie twierdzę też, że to źle,tylko tak sobie dumam i przygotowuję się psychicznie na to, czego mogę się spodziewać po twoim blogu.
      Rozmowa Percy-Mroczny pierwsza klasa. Uwielbiam twoje elementy komiczne, bo są tak na prawdę komiczne, że aż mam wielkiego banana na twarzy. Po prostu są bardzo podobne do tych Riordana i to jest jak najbardziej na +.
      Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie masz na mnie focha, bo ten komentarz w zamierzeniu miał być pozytywny, ale nie wiem czy tak wyszło ;/
      Evilcat ;*
      Ps: Nie mam za bardzo weny na komentarz, ale mam nadzieję, źe jest w miarę znośny.

      Usuń
    3. Zapomniałam napisać, że czekam aż wpadniesz do mnie na ósemeczkę. Skleroza nie boli.

      Usuń
    4. Haha, kurczę, jednak zdążyłaś :D.
      Oki. Rozumiem twoje zadumanie i nie odbieram tego źle ;). Ale masz rację. Na razie rzeczywiście rozdziały są takie dość... no właśnie, opisowe, może trochę monotonne. Albo nawet nudne xD. Ale ja mam po prostu w głowie bardzo długą historię do opowiedzenia, a chcę, byście ją poznali w najmniejszych szczegółach ;).
      Hihi ^^. Oooo, jak mi miło :D. Cieszę się, że cię to bawi, bo z jakiegoś powodu za każdym razem, gdy mam wstawić rozdział mam wrażenie, że te właśnie 'elementy komiczne' są strasznie suche xD. A potem wchodzą takie cudowne koteły jak ty i rozwiewają moje niepewności <3. O-o-o, łapię plusa, łapię!
      Oczywiście, że nie mam focha ;D. Nie mam o co być na ciebie zła ;3. No cóż, ja go odebrałam raczej pozytywnie, więc nie musisz się tym przejmować :).
      xxxxxxx
      Evilgirl :*
      PS. Każdy komentarz jest dla mnie cudowny, więc wiesz xdd

      Usuń
    5. O, a ja ci powiem, że właśnie po sprawdzeniu stanu bloga miałam w końcu go iść przeczytać xD

      Usuń
    6. Ja zawsze zdążam. Pamiętaj. Nawet nie myslałam, źe nudne, tylko zastanawiałam się nad charakterem twojego bloga. Bo mój to taki, że akcja, akcja, akcja, opis. (Mniej więcej)
      Heh, też zawsze myślę, że moje żarty są suche, a docinki za mało ęnteligętne, więc rozumiem ;D
      Zaraz lecę odpowiadać.

      Usuń
    7. Haha, okej, zapamiętam ;D. No fakt, u ciebie rzeczywiście tak to wygląda xD. Akcja bez końca :D.
      O, to jesteśmy już dwie xD.

      Usuń
    8. Hej, hej
      Zapraszam do siebie na świeżutki dziewiąty rozdzialik :*
      Pozdrawiam
      Kot

      Usuń
    9. Dziękuję za zaproszenie *.*
      xxxxx
      Ann
      PS. Przeczytałam, skomentowałam, było super ^^

      Usuń
  2. O szkole wolę nie wspominać xD
    Rozdział lekki, bez większych akcji, ale ciekawy.
    Nie mogę sie doczekać kiedy rozwiąże się tajemnicze zniknięcie Annabeth :)
    Hehehe Percy miszcz wymyślania pytań
    Mam nadzieję, że wieczorem Percy zapyta gdzie jest Annabeth, bo dlaczego on się prawie w ogóle o nią nie martwi?
    Pozdrawiam
    Aki Aki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, okej, nie ma sprawy xD.
      Fajnie B).
      Hehe. To takie tajemnicze ma być właśnie, wiesz :D.
      Yolo, a co tam xD.
      Ano właśnie. Dowiesz się, dowiesz. Jeszcze sporo się wyjaśni, spokojnie ;).
      Xoxo ;*
      Annabell di Angelo

      Usuń
  3. Jestem!
    Rozdziała jak zwykle super (wiem, mówię to zawsze xDD).
    Czekam na nexta
    Sus <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Susi, hej!
      Ooo, dzięki :D. Cieszy mnie to ;).
      Do następnego :*
      Annabell di Angelo

      Usuń
  4. Bardzo podoba mi się wątek komiczny.
    Masz do tego smykałkę. ;)
    Czekam na kolejną porcję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję :D. Zawsze mam wrażenie (już o tym pisałam, wiem, powtarzam się), że ten wątek komiczny jest tak suchy, jak tylko się da, a to chyba niedobrze, więc fajnie, że jednak tak nie jest ;D.
      Dozo ;).
      Annabell di Angelo

      Usuń
  5. Jestem :) Staram się wyjechać na wakacje z czystym kontem, ale pomiędzy pakowaniem, ogarnianiem planu wycieczek, pisaniem na wariata rozdziału do siebie, próbą ogarnięcia rejestracji na zajęcia na studia i jazdami na prawo jazdy, jeszcze znalazłam chwilkę, by do Ciebie zajrzeć :) Wybacz, jeśli to brzmi jak totalne narzekanie, ale głowa mi zaraz eksploduje od nadmiaru... Wszystkiego. Także z radością siadam nad Twoim rozdziałem, aby na chwilę się oderwać :)
    Powiem ci, że świetnie oddajesz osobowość Percy'ego. Jego zachowanie, sposób myślenia... Naprawdę super :) I osobiście po prostu padłam przy pytaniu o brodę Elvisa. Ale to tak bardzo glonomóżdżkowe! :D Ale mam takie wrażenie, że ta muszla jeszcze się przyda do czegoś nieco poważniejszego. Także dobrze, że zostały te dwa pytania. Ech, Tyson jak zwykle... Tysonowy ;) O, i Mroczny! Czy tylko ja go kocham? "Szefie" i w ogóle... Normalnie ciągle się wzruszałam przy czytaniu, bo tak dobrze oddajesz postaci, że się czułam jak przy spotkaniu ze starym przyjacielem. Ha, ha, strzelanie i już wiesz, że Percy mistrzem nie będzie... Ale samo ćwiczenie i opis bardzo mi się podobały. I ta rozmowa z... Natalie. Wybacz, mam słabą pamięć do imion, więc przez jakiś dla mnie to jeszcze będzie "no ta tamta". Ale fakt, też mi się wydaje, że osoby, które razem przeżyły coś takiego, są sobie bliższe. Chociaż nam może być to nieco ciężko sobie coś takiego wyobrazić, ale wydaje się to w pewien sposób... Naturalne.
    No dobrze, kończę i biegnę na jazdy. Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Lakia :). Haha, bardzo mi miło, że o mnie pamiętałaś :D. To takie kochane z twojej strony <3. W porządku, narzekać też czasem trzeba xD. *Hehe. ,,Z radością". Hehe ^^ *
      Dobra, ogar.
      O, jak mi miło :D. Cieszę się, że tak uważasz, bo szczerze mówiąc pisanie z perspektywy Percy'ego to dla mnie... wyzwanie. Muszę ciągle pamiętać, że on jest taki i taki, a nie inny, i że to Glonomóżdżek, więc... to nie jest dla mnie za łatwe, dlatego dzięki wielkie :D. Hahaha, uwierz, długo ślęczałam nad papierem, starając się wymyślić odpowiednio glonomóżdżkowe pytanie xD. Hehe. Powiem ci w sekrecie, że twoja intuicja nie zawodzi :3. Tyson to Tyson, zgadzam się :D. Och, Mrocznego wszyscy chyba kochają <3.
      O matko, nie wyobrażasz sobie, ile znaczą dla mnie te słowa. Normalnie ja też się wzruszam ;). To strasznie miłe, dziękuję :).
      Łucznictwo i Percy... to złe połączenie xD. Jupi ^^. Rozumiem, spoko, mi też trochę czasu zajęło, zanim zapamiętałam imię Bridget xDD. O, tu się z tobą zgadzam. Racja, ciężko nam to sobie wyobrazić, ale wydaje mi się, że pomiędzy osobami, które chroniły siebie nawzajem przed śmiercią, musi nawiązać się bliższa więź. To takie... no właśnie, naturalne ;).
      Powodzenia na jazdach i przy całej reszcie spraw, które wymieniałaś na początku :D.
      xxxxxx
      Anabell di Angelo

      Usuń
    2. Ja zawsze pamiętam :) Czasem komentuję z opóźnieniem, gdy dopada mnie nawał roboty albo zwykły leń, ale głosik z tyłu głowy zawsze mi przypomina ;)
      Spokojnie, Percy wyszedł ci świetnie. I powiem ci, że w tym wypadku trening czyni mistrza. Ja po takim czasie już automatycznie przełączam się przy pisaniu na jego tryb myślenia. Ani się obejrzysz, a właściwe teksty same będą ci wpadały do głowy do odpowiedniej chwili :) Ha, ha, po tylu książkach i filmach człowiek już wyczuwa niektóre rzeczy.
      Ależ proszę bardzo, zasłużyłaś :) Weź, ja w ogóle tyle tych postaci nawaliłam, że czasem sama muszę sobie przypomnieć, jak miała na imię żona Hypnosa czy inna córka Asklepiosa. Te wszystkie Iasso, Pasithee i inne Erejthyje... Zresztą, na sprawdzianach z historii też zawsze polegałam przy nazwiskach. Dla mnie to zawsze "ten, co zrobił coś tam" ;) O, i daty. Z dat zawsze leżałam. Wiem, że była wojna koreańska, wiem o co i między kim, ale w jakich dokładnie latach się toczyła, to tego już, kochana maruto, totalnie nie wiem.
      Weź, wyjazd to w ogóle obfituje w atakcje. Lot opóźniony o 3 godziny, przylot na inne lotnisko, bo nasze zalało, zdążyłam zgubić telefon, ale na szczęście go odzyskałam, w ogóle jeździmy po wąskich górskich drogach nad przepaściami... Życie na krawędzi normalnie ;)
      To tobie powodzenia ze szkołą!

      Usuń
    3. Słuchaj tego głosu, jest bardzo mądry! XD
      Jesus, dziękuję :D. Mam nadzieję, że będą one mi wpadać same do głowy za jakiś czas. Na razie muszę sama nad nimi pracować... :)
      Nie przypominaj mi o datach. Ja też zawsze na nich leżę xD. Kompletnie nie potrafię sobie z nimi poradzić -.- Ale zwykle jakoś udaje mi się wyjść z historii na 4 lub 5 na koniec roku xD.
      O matko, to ty tam ciekawie masz! :D. Mogłabyś nagrać ciekawy film na tym wyjeździe :D. Byłoby na pewno ciekawie xD.
      Xoxo
      Annabell di Angelo

      Usuń
    4. Słucham, słucham! Zresztą, komentowanie jest też piękną wymówką, dlaczego w tym momencie się nie uczy albo nie pisze czegoś ;)
      Wierz mi, całkiem niedługo to tak ci wejdzie w krew, że twoje palce będą bez zastanowienia śmigać po klawiaturze. Grunt to po prostu pisać i ani się obejrzysz, a już się wyrobisz. Trening czyni mistrza, po prostu.
      No, niestety, daty są tą najbardziej upierdliwą częścią historii. Bo tu się toczy jakaś fascynująca opowieść o ludziach i ich decyzjach, życiach, a tu nagle wyskakują jakieś cyferki bez związku i bez znaczenia. Masakra... No, to ja skończyłam liceum z przepiękną czwóreczką z historii - a to niełatwe z nauczycielem, który kręci nosem, gdy w wypracowaniu opisujesz coś chronologicznie - "bo wszyscy tak robią i to jest nudne". Gdy za wypracowanie z próbnej matury dał mi 9/12 punktów, to byłam przeszczęśliwa. Po prostu taki typ, u którego żadna ocena nie przychodzi łatwo, także jestem bardzo dumna ze swojego 4 :)
      O, na brak nudy to nie narzekaliśmy zdecydowanie! A jak wróciliśmy jednego dnia w środku nocy, tak już następnego rano siedziałam w pociągu, jadąc na konwent. Jak już po tych wszystkich wojażach wróciłam wreszcie do domu, to byłam przeszczęśliwa, ale też porządnie zmęczona i wszystkie moje marzenia sprowadzały się do mojego kochanego łóżeczka ;) Teraz już z grubsza doszłam do siebie i mogę spokojnie zacząć panikować z powodu "uroczystej inauguracji roku akademickiego", która mnie czeka za tydzień. Mam ochotę uciec z krzykiem, ale cóż, takie życie ;)

      Usuń
    5. Hm, skąd ja to znam? xD.
      Dziękuję za radę ^^. Ale wydaje mi się, że naprawdę masz rację. Za jakiś czas chyba rzeczywiście będzie mi o wiele łatwiej dobierać różne zwroty i zachowania do bohaterów... ;).
      Jezus, dokładnie! Historia jest taka ciekawa. Tylko te daty wszystko psują xd. Haha, no to gratki :D. Z takim nauczycielem to na pewno niełatwe... ;).
      Jaaa, ale ci zazdroszczę :D. Musiało być serio super. Haha, doskonale to rozumiem - po długiej wyprawie jedynym, czego potrzebujesz do pełni szczęścia, jest własne łóżeczko <3 xD.
      Nie przejmuj się! Zobaczysz, że po paru tygodniach, które tam spędzisz, będzie o wiele łatwiej ;).
      xxxx
      Ann

      Usuń
  6. Przez ten wstęp przypomniał mi się polonez Kilara, wiesz, ten z "Pana Tadeusza, czyli ostatniego zajazdu na Litwie". No ale przejdźmy do rzeczy. Zamiast harpia przeczytałam karpia ella i elka właśnie została rybą, może zrobisz o tym fika? Zastanów się nad tym ;D pozatym nie przeczytałam słowa "dłoni" i muszla urosła do rozmiarów dorosłego mężczyzny. Tylko jak Percy obracał ją w tych dłoniach? Rozmowa z koniami i strzelanie z łuku, czyżby odezwała się w tobie zwiadowczyni? Czytałeś? Tak mi się skojarzyło jakoś. Apropo łuków, czy nawet takie nieostre groty przy kilkukilogramowych siłach naciągu cięciwy nie zrobią naprawdę nieciekawej krzywdy? Dostać takim gównem w odsłonięte ramię to ja dziękuję... Tępe bo tępę, ale ma pęd i dużą siłę uderzenia, siniaki na pewno będą, jak dalej z obrażeniami nwm, ale minoatur, nazwę go roboczo Janusz, bo nie pamiętam imienia, a Janusz pasuje do tej sytuacji jak nwm, no czy minoatur Janusz nie mógł im dać chociaż gogli na te oczy? Jakby dostać takim czyś w oko to ślepota gwarantowana.
    Ogólnie rozdział ciekawy, statyczny,taka sielanka, mi tam się podobał.
    Kusse und gusse,
    Pozdrawiam,
    Beton

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie pasuje, ale brakuje jednego ,,tam" :D.
      Hahahahha, Boże, a wiesz, że to nawet ciekawy pomysł?? xDD. Zastanowię się, spoko :D.
      ... Betonie, czytanie ze zrozumieniem się kłania :D. Boru, wyobraziłam sobie właśnie taką gigantyczną muszlę. Ot, prezent od tatusia xD. Haha :D.
      O właśnie, bo ja zaczęłam czytać ,,Wczesne Lata" Flanagana i może rzeczywiście to się na mnie troszkę odbiło xD. Ale Persiak to syn Posejdona, a że Posejdon stworzył konie z piany morskiej, to jego syn potrafi rozmawiać tak naprawdę ze wszystkimi koniowatymi, podobnie jak ze zwierzętami wodnymi. Bum, teraz spróbuj to ogarnąć xD. Co do łuku, no to wiesz, że mam do nich słabość :D.
      Ale właśnie o to chodzi, że one mają słabą siłę naciągu. Co ty, ziom, oni nie strzelają z takich łuków jak te Halta i Willa xD. Zresztą ,,kilkukilogramowe" mają bardzo małą siłę. Mój ma dziesięć przecież xD. Oni strzelali z takich dwudziestokilogramowych, wiesz, bez przesady z mocą. *Halt strzelał z 40 kg-wego łuku*.
      Oj, siniaki to na propsie. No i boleć będzie na pewno. To nie minotaur, tylko CENTAUR xD. No i Chejron, nie Janusz, ale nich ci będzie :D. A, oni hełmy mieli, także spoko. Z dziurą na oczy, w którą można było trafić xD. Tylko że o tym nie wspomniałam, bo... no, wydawało mi się to oczywiste i nie pomyślałam, żeby to wtrącić xd. Moja wina, sorka.
      ,,Jakby dostać takim czymś w oko to ślepota gwarantowana" - wiesz, to jest ryzyko zawodowe :D.
      Yeah, fajnie, cieszę się ;3.
      Kusse, kusse. Pani od niemca na pewno byłaby z ciebie dumna xD.
      xoxoxo
      Annabell di Angelo

      Usuń
    2. Ana, skarbie, a wyobrażasz sb dostać z twojego łuku z odległości kilku metrów w ramię? No nie bez powodu schodzi się z linii strzału xD centaur, minoatur, wszyscy wiemy o co chodzi c: a jakby dostać w oko to idzie nawet mózg uszkodzić... DOBRA STRZAŁY BYŁY Z GĄBKĄ ZAMIAST GROTU tyle w temacie.
      Pozdrowienia, życzę weny i uważaj na linie wysokiego napięcia jak strzelasz z łuku ;)
      Pozdrawiam,
      Beton

      Usuń
    3. Oj dobra no, może i tego nie przemyślałam... xD. TAK JEST, BYŁY Z GĄBKĄ. EXACTLY XD.
      A weź mi tego nie przypominaj. Jakiś metr wyżej i byłoby grubo xD.
      Buziaki ;*
      Annabell di Angelo

      Usuń
  7. Percy! Tak zmarnować pytanie?! Rozdział, co tu dużo gadać, zajebisty! Pytałaś, jak tam w szkole? Na czwartym wf w nowej szkole skręciłam kostkę... Nie polecam.
    ~Reyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, co czujesz xD. Ja sama jak to potem czytałam to miałam takiego ogromnego fejspalma do niego. Haha, dzięki, ziomek :D. O jeju, to trzeba mieć szczęście naprawdę xD.
      xoxoxo
      Annabell di Angelo

      Usuń
  8. Zapraszam na nowy rozdział na http://apprentice-rangers.blogspot.com/2016/09/rozdzia-xxxi.html
    Pozdrawiam,
    Mentrix
    P.S. Przeczytałam, jakby co. Ale na komentarz musisz zaczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O sieeema, Mentrix. Wejdę, wejdę, spoko, zapamiętam ;).
      Xoxo
      Annabell di Angelo
      PS. Oki, poczekam jeśli trzeba ;D

      Usuń
  9. Ach, przybyłam! Po miesiącu...
    Uwielbiam jak Tyson jest z Ellą. Bardzo go polubiłam w książce, a jak w filmie niby zginął, to nawet płakać mi się chciało. oboje zasługują na trochę szczęścia. Chciałabym mieć taką muszlę. Na przykład na sprawdzianach. O, albo na maturze! Musiałaby tylko obszernie odpowiadać i aby limitu pytań nie było. Coś mi się widzi, że głupota Percy'ego odnośnie pierwszego pytania będzie się za erosami ciągnąć przez następne rozdziały. Będą bardzo potrzebowali odpowiedzi, a wtedy muszli wyczerpie się limit na koncie, a Posejdona nie będzie w pobliżu, aby ją doładować.
    Mroczny się targuje o jabłka. Zupełnie jak konie zwiadowców o kostki cukru :D
    Shane Collins - to przypadek czy czytałaś kiedyś Wampiry z Morganville? Nie, chwila, to dziewczyna! Piszę na bieżąco czytając, więc takie nieporozumienia powstają.
    Co tu jeszcze? Bardzo lubię Austina, ta Shana nie przypadła mi do gustu, Natalie też lubię... Kurczę, podsumowując lubię dzieci Apolla, a ich ojca kocham! Ta, wydało się... Ale on jest naprawdę w porządku, nawet w Iliadzie staną po właściwej stronie. Teraz właśnie ją czytam. Straciłam cały szacunek do Ateny, bardzo jej nie lubię, Hery nienawidzę jeszcze bardziej, Achillesa mam ochotą udusić, Apollina uściskać i ucałować, a Hektora osłonić własnym ciałem. To tak w skrócie. I zaczęłam lubić Afrodytę, bo dba o syna i o Parysa, który w końcu ją wybrał. To było tak trochę nie na temat. Ale polecam przeczytać, jeśli tego nie zrobiłaś. Długie, ale przyjemne.
    Och, to teraz tylko czekać na spotkanie Nico z Natalie. Uwielbiam tę dwójkę. Chociaż na miejscu Nico to bym wyczarowała dwa szkielety i to im kazała wejść do płonącego budynku po dziewczynę. Chyba nie jestem tak bardzo skłonna do poświęceń jak on :D
    Pozdrawiam i czekan na kontynuację,
    Mentrix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co tam, ważne, że w ogóle przyszłaś! :D.
      Prawda? To taka słodka para <3. Oboje są kochani, ja też ich uwielbiam :D. Taką muszlę to każdy by chciał... xD. Och tak, to będzie taka mała ironia losu: będą akurat rozpaczliwie potrzebować odpowiedzi, a tu BUM! - wyczerpany limit xD.
      Oooo, idealne porównanie <3.
      Nie, nie czytałam, ale skoro już pytasz, to przy okazji sprawdzę, czy warte przeczytania... :3. Ja w ogóle myślałam na początku, że ten Shane to imię męskie, ale sprawdziłam na wikii PJ i się okazało, że jednak nie xD. Nazwisko sama dobrałam, ale nie, nie wiedziałam, że był już bohater o takowej godności ;). *Tak, używam takich słów, bo chcę udawać mądrą xD*
      Ja też lubię Austina i Natalie. Pjona!
      I Shane też nie polubiłam. Pjona x2!
      Wiem, Apollo jest jednym z moich ulubionych bóstw. W sumie nie bardzo rozumiem, dlaczego wujek Riordan nie rozwinął trochę tematu o jego dzieciach... :/. To fajny motyw, przynajmniej moim zdaniem xD.
      Mam zamiar przeczytać, także dzięki za dołączenie opinii o tej książce w komie ^^.
      Och, spotkają się, i to jeszcze dziś! :D. Chociaż, hm, może nie do końca tak, jak to sobie wyobrażałaś... xD.
      Ale bez spojlerów!
      Ej. Co do tych szkieletów... czemu ja na to wcześniej nie wpadłam? xD
      Xoxo :*
      Annabell di Angelo

      Usuń

Witaj, strudzony wędrowcze!
Bardzo mnie cieszy, że kliknąłeś, aby dodać komentarz. Nie wstydź się swojej opinii; pisz szczerze i często!