Hello, my best readers!
Oto przed Wami rozdział VIII! Jestem z niego dumna, bo wydaje mi się, że wyszedł fajnie i... że Was zaskoczę ;>. A przynajmniej taką mam nadzieję xD.
Dedykacja dla wszystkich tych, którzy... *reszta zdania w notce pod rozdziałem, ale nie róbcie sobie spojlerów, najpierw przeczytajcie rozdział*.
W każdym razie, życzę Wam miłego czytania, herosi.
Enjoy ;)
ROZDZIAŁ VIII
*Oczami Nica*
- Dom, słodki dom - wymamrotałem i rzuciłem się na moje łóżko.
- Clarisse dała nam dziś nieźle popalić - zgodził się ze mną Leo i, krzywiąc się z bólu, walnął się ciężko obok mnie na jedno z wolnych posłań w domku trzynastym. - Au - jęknął. - Jutro na pewno będę miał okropne zakwasy.
- No ba. Po takim treningu będą cię jeszcze dręczyć przez kolejny tydzień.
- Dzięki za pocieszenie - burknął.
- Nie ma sprawy.
Leo przewrócił oczami. Po chwili jednak nieco się rozpogodził.
- Wiesz - zaczął, - nie mogę doczekać się jutra.
- W sensie soboty?
- Tak, ale nie dlatego, że będzie weekend i czas wolny.
Podniosłem się na jednym łokciu i przyjrzałem mu się uważnie. Dostrzegałem coraz więcej niepokojących szczegółów: uśmiech wciąż błąkał się na jego ustach, oczy mu się świeciły, jakby właśnie naładował baterie. W dodatku, może z wyjątkiem tej chwili, bo był wyczerpany po zapasach, wydawał się być bardziej nadpobudliwy niż zwykle. Ekscytacja biła od niego tak mocno, że musiałem być naprawdę ślepy, żeby tego wcześniej nie zauważyć.
- Okej - powiedziałem w końcu, przeciągając samogłoski. - Co takiego ma się jutro wydarzyć?
Leo błysnął zębami w moją stronę, pełen zadowolenia.
- Jutro, mój drogi przyjacielu, przyjeżdża Calipso.
- Oooch, no tak. I wszystko stało się jasne. - Pokręciłem głową z uśmiechem.
- Strasznie się za nią stęskniłem, wiesz?
- Na pewno. Nie widzieliście się od... czekaj. Kwietnia?
- Gdzieś koło tego. - Syn Hefajstosa pstryknął, a z jego palców potoczyły się iskry. - Wiesz, to strasznie dziwne - stwierdził nagle. - Tak długo się nie widzieliśmy, ale... nie czuję się z tego powodu źle. To znaczy, no jasne, wolałbym ją widzieć częściej - żachnął się. - Tylko że nie czuję żadnej niepewności czy czegoś podobnego. Po prostu bardzo za nią tęsknię, ale tęskniłbym za nią równie mocno, gdybyśmy się nie widzieli tydzień. Rozumiesz?
- Chyba... tak - odparłem, wpatrując się w sufit, chociaż tak naprawdę niewiele zrozumiałem. Jeszcze raz przeanalizowałem w myślach wypowiedź mojego kumpla, po czym potrząsnąłem zrezygnowany głową. - No dobrze, jednak nic nie zrozumiałem.
- No i nie zrozumiesz, dopóki sam tego nie poczujesz. - Leo wzruszył ramionami z szatańskim uśmieszkiem.
- Ale czego? - spytałem nieco zdziwiony.
- Miłości - zanucił chłopak, jednak widząc moją minę, roześmiał się.
Przewróciłem oczami.
- Dobra, Leo, to twoje dziwne zachowanie prędzej pochodzi od smaru, który ciągle wdychasz, niż od tej miłości. Powinieneś się chyba zastanowić nad zmianą fachu, bo ten ci nie służy - skwitowałem.
Leo wyszczerzył się.
- No coś ty. Te moje dziwne zachowania, jak to ująłeś, są największą zaletą całego mojego przedsięwzięcia, jakim jest praca w Bunkrze. Nie zamieniłbym tego na nic innego. Poza tym, smar tylko podkreśla wyjątkowe cechy i zdolności, które i tak już we mnie tkwią.
- Masz na myśli ADHD? - parsknąłem.
- Chociażby - odpowiedział chłopak z kamienną miną. Po paru sekundach jednak nie wytrzymał i zaczął się śmiać. Widząc to, uśmiechnąłem się.
- Przy okazji, nie rozmawiałeś może ostatnio z Hazel? - spytał Leo.
- Jasne, często rozmawiamy. A co?
- A... nie wspominała może o mnie? - dopytywał, robiąc niewinną minę.
- Nie, ale... Ej, Leo. Ty masz dziewczynę... - zauważyłem, marszcząc brwi z niedowierzaniem.
- Och, bogowie, nie o to mi chodziło! - zaprotestował gwałtownie. - W życiu nie zostawiłbym Calipso. No i nie chciałbym rozdzielać Haze i Franka. To moi przyjaciele.
- I twoje szczęście. Gdybyś chciał skrzywdzić moją siostrę, to nie ważne jak bardzo bym cię lubił - z radością spuściłbym na ciebie Panią O'leary. Służyłbyś jej jako idealna wykałaczka.
- Pani O'leary mnie lubi - zauważył, marszcząc niepewnie brwi.
- Tak, ale to mnie słucha. Szach - mat! - dodałem nieco ciszej, jednak z wielkim zadowoleniem.
- Tak. Tak, wiem. Ale słuchaj, bo właśnie w tym sęk.
- W moim psie? - Zmrużyłem oczy.
- Co? Nie, nie. Chociaż jej krwiożerczość na zawołanie może być problemem. Ale nie o to mi chodzi. - Machnął ręką. - Bo... no wiesz, w końcu wszystkie panie kochają Leona - dodał nerwowo.
Spojrzałem na niego podejrzliwie. Coś mi zaczynało tu śmierdzieć.
- Leo - powiedziałem powoli. - Gadaj, o co chodzi.
- Bo widzisz - zaczął rzeczowym tonem, - nic nie poradzę na to, że mój niezaprzeczalny urok osobisty, wdzięk i uroda tak przyciągają kobiety. - Uniosłem brew, jednak powstrzymałem się od komentarza. - Naprawdę. I to, co się wydarzyło, nie jest moją winą, ponieważ od roku nie staram się o względy żadnej dziewczyny, z wyjątkiem Calipso, oczywiście.
- Tłumaczysz się jeszcze zanim powiesz o co chodzi... Dobra, chyba na serio jest źle - stwierdziłem i spojrzałem na kumpla, czekając na jego dalsze słowa.
- No więc... - Zrobił dramatyczną pauzę. - Hazel mnie pocałowała.
Wpatrywałem się w niego przez chwilę, trawiąc te słowa, po czym spytałem całkowicie spokojnym głosem:
- Że co?
- Pamiętasz, jak jakiś miesiąc temu pojechałem na kilka dni do Obozu Jupiter, prawda?
- No tak.
- No i... dzień przed wyjazdem Hazel zabrała mnie na spacer. I... bum! - Leo buchnął płomieniem z obu dłoni. - Pocałowała mnie.
- Ale... ona nadal jest z Frankiem, nie?
- Tak.
- A ty masz Calipso - dodałem.
- Tak, a ty masz swoją piekielną ogarzycę. Widzisz? Wszyscy w komplecie! - Klasnął w dłonie.
- No tak... Wiesz, Leo - zacząłem niepewnie i potarłem kark. - Ja naprawdę nie chciałbym mieszać się w wasze prywatne sprawy. No, chyba że mogę jakoś pomóc, ale wątpię.
- Nie, raczej nie możesz. - Uśmiechnął się krzywo. - I nawet nie zamierzałem cię o to prosić. W ogóle nie zamierzałem ci o tym mówić, a sam widzisz, jak to się skończyło. - Rozłożył ręce, kręcąc głową z udawanym ubolewaniem.
- Ale... jak to się dalej potoczyło? - zapytałem w końcu.
- Co takiego?
- No, wiesz... - Nie do końca wiedziałem, jak to ująć w słowa. - To znaczy, moja siostra, po tym, co zrobiła... jak się zachowała?
- Cóż, zacznijmy od tego, że od razu po tym, jak mnie pocałowała, zakryła usta dłonią i się odsunęła. Potem zaczęła mnie przepraszać i mówić, że wcale tego nie chciała... Prawie się rozpłakała.
- A ty?
- A ja powiedziałem, żeby się uspokoiła, bo nic się nie stało. I że teraz po prostu oboje o tym zapomnimy - odparł i zagryzł wargę.
- Coś ci nie wyszło - zauważyłem i lekko się skrzywiłem.
- Nie, no coś ty.
- Luz, chłopie. Podejrzewam, że jej pewnie też to nie daje teraz spokoju - dodałem i poklepałem syna Hefajstosa po ramieniu. - Jak chcesz, to mogę z nią porozmawiać. Za parę dni ma przyjechać.
- Dzięki - odparł z nieskrywaną wdzięcznością. - A...
- Tak?
- Jak myślisz, mówić Calipso?
- Wiesz, z tego, co wiem, to jeśli nie mówisz swojej dziewczynie o takich rzeczach, zwykle kończysz na kanapie w salonie zamiast w sypialni.
Leo zaśmiał się.
- Dobrze powiedziane. Racja. Powiem jej, na spokojnie, bez stresu.
- Postaraj się nie spanikować. To mogłoby ją wkurzyć - ostrzegłem.
- No to mnie pocieszyłeś. Dzięki, ziom. Serio. - Jego słowa wręcz ociekały sarkazmem. Leo wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju. - Ale jak ja mam jej to powiedzieć? Przecież ona mnie zabije! - jęknął i złapał się za głowę.
- Dziewczyna ma charakterek, co? - zażartowałem.
- A żebyś wiedział. Kiedy zapomniałem o wytwornym pikniku, który ponoć jej obiecałem, zrobiła mi prawdziwe piekło - mruknął, zestresowany. - Na szczęście po paru dniach jej przeszło, ale jeszcze długo po tym, jak się pogodziliśmy, nie mogłem znaleźć moich przekładni.
W duchu podziękowałem bogom za to, że nie mam partnera. Wszystko wskazywało na to, że bycie w związku ma więcej wad niż zalet.
- Może powinieneś pogadać z Piper - podsunąłem, siadając w siadzie skrzyżnym.
Leo zastanowił się przez chwilę.
- W sumie - rzekł w końcu, - to nie najgorszy pomysł. Ona zna się na takich rzeczach.
- Właśnie. Mogłaby ci coś doradzić.
Chłopak wziął głęboki wdech.
- Okej. Wiesz co? Tak właściwie pójdę do niej już teraz.
- Leć. I pamiętaj, jest dopiero czwarta dwadzieścia, więc masz jeszcze jakieś dwadzieścia cztery godziny do przybycia Calipso.
- Tak, zdążę jeszcze coś wymyślić. Zrobię dla niej jakiś prezent. Może to ją trochę udobrucha - rzekł, głaszcząc się po podbródku.
- Tylko lepiej tego nie schrzań - ostrzegłem. - Mówię to z troską o twoje zdrowie.
Syn Hefajstosa zasalutował z szerokim uśmiechem i wybiegł na zewnątrz, ja z kolei ruszyłem niespiesznie do łazienki, kręcąc głową i śmiejąc się w duchu.
Po paru minutach wróciłem i... stanąłem w miejscu, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu.
Na moim łóżku siedział uśmiechnięty Will Solace.
- Hej - powiedział cicho i wstał. - Dawno ze sobą nie rozmawialiśmy.
- Tak, chyba masz rację - odparłem chłodnym, obojętnym tonem i odchrząknąłem. - Co cię tu sprowadza? Pomóc ci w czymś?
Will westchnął.
- Czy naprawdę musimy bawić się w uprzejmości? Przecież doskonale wiesz, dlaczego przyszedłem.
Spuściłem wzrok. Wcale nie miałem ochoty na tę rozmowę.
- Will, tu nie ma o czym gadać. Wyjaśniliśmy sobie wszystko dwa tygodnie temu.
- Nie, nic sobie nie wyjaśniliśmy. Pozwól mi chociaż wyjaśnić to, co się stało...
- Przecież doskonale wiem, co widziałem. Nie udawaj, że to się nie wydarzyło! - krzyknąłem i zacisnąłem pięści.
Syn Apolla złapał moją rękę i przyciągnął mnie do siebie.
- Puszczaj - wycedziłem, patrząc mu prosto w oczy.
- Nico, błagam cię. Chcę ci tylko wytłumaczyć...
- Nie potrzebuję twojego tłumaczenia - warknąłem i wyrwałem rękę z jego uścisku. Odwróciłem się do niego tyłem i powiedziałem bardzo cicho: - Zraniłeś mnie.
- Wiem. I przepraszam. Ale... to wszystko działo się za szybko. I wcale nie chciałem tego, no... tego, co się tam wydarzyło.
Prychnąłem pogardliwie.
- Mam rozumieć, że nie chciałeś go pocałować?
Zacisnąłem powieki na to paskudne wspomnienie.
Miesiąc temu ja i Will zaczęliśmy ze sobą oficjalnie chodzić. To znaczy, zaczęliśmy się mieć ku sobie już jakiś rok temu, tylko że żaden z nas, a zwłaszcza ja, nie miał na tyle odwagi, żeby wyznać temu drugiemu, co czuje. Od czasu do czasu zdarzały nam się bardziej romantyczne chwile, jednak to właśnie miesiąc temu, kiedy, po ognisku, mieliśmy pójść szykować się do snu, Will po raz pierwszy mnie pocałował. To była tylko nasza chwila, nasz pocałunek, bez żadnych świadków.
Sprawa o naszym związku nawet nie zdążyła wycieknąć, z dwóch powodów: po pierwsze, staraliśmy się, ze względu na mnie, utrzymać nasz związek w tajemnicy, przynajmniej do czasu, aż nasza relacja nieco się rozwinie. Drugim powodem był fakt, że cały ten nasz związek skończył się, jeszcze zanim zdążył się na dobre zacząć.
A wszystko mogłoby być pięknie, i dokładnie jutro, dziewiątego lipca, byłaby nasza miesięcznica, której z początku nie chciałbym obchodzić, ale koniec końców i tak byśmy poszli na ten cholerny piknik, i na koniec on by mnie pocałował, i odprowadził do trzynastki, a może to ja jego bym odprowadził. I może nawet odważyłbym się na to, by wreszcie się ujawnić i pokazać ludziom, jak bardzo jestem w nim zakochany. I może dzień byłby cudowny.
Ale niestety, tak się nie stanie. A wszystko przez tego idiotę, który bezczelnie i bez pytania wbił teraz do mojego pokoju. Który dwa tygodnie temu pocałował innego faceta, na moich oczach, w lesie, myśląc, że to się nie wyda. Który zniszczył wszystko. Totalnie wszystko.
- To nie ja go pocałowałem. - Jego głos był spokojny, opanowany, ale nadal pobrzmiewała w nim nuta goryczy i smutku. - Wcale tego nie chciałem. On mnie zaskoczył. I gdybyś tylko patrzył na to do samego końca, wiedziałbyś teraz, że kiedy już nie byłem tak oszołomiony, odepchnąłem go. I... tak, miałem nadzieję, że się o tym nie dowiesz, ponieważ dla mnie ten pocałunek nic nie znaczył, a nie chciałem cię ranić - dokończył cicho.
- Coś ci nie wyszło. - Spojrzałem na niego ponuro. Odwzajemnił moje spojrzenie z taką intensywnością, a ja poczułem, jak po moich plecach przebiegają dreszcze.
- Och, Nico, gdybyś tylko został tam chwilę dłużej...
- Dziwisz mi się? A ty co byś zrobił w takiej sytuacji? Stałbyś przez cały czas jak słup soli, gapiąc się na mnie całującego innego faceta?! No coś mi się nie wydaje!
Will spróbował chwycić moją dłoń, ale odepchnąłem ją.
- Przestań - mruknąłem tylko z niesmakiem i spojrzałem na niego, przepełniony bólem. - Dlaczego miałbym ci teraz uwierzyć? Skąd mam wiedzieć, czy w rzeczywistości nie jestem tylko nagrodą pocieszenia?
- Naprawdę myślisz, że mógłbyś być kimś takim? - Will spojrzał na mnie i pokręcił głową. - Ty nie jesteś żadną nagrodą, Nico. A zresztą jakbyś był, to nawet zwycięzca Grand Prix nie byłby ciebie wart. W żadnym konkursie, w żadnych zawodach - dokończył i położył mi dłonie na ramionach.
Tym razem go nie odepchnąłem.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
- Naprawdę tego nie zrobiłeś? Mów prawdę.
Odpowiedzią na moje pytanie był pocałunek. Przepełniony tęsknotą i bólem rozstania, jak również nadzieją.
Po chwili syn Apolla odpowiedział, z wargami tuż przy moich ustach:
- Gdybym zrobił coś takiego z własnej woli, z pewnością byłby to największy błąd w całym moim życiu.
- Mam to odebrać jako zaprzeczenie? - spytałem niepewnie, bo nadal trochę kręciło mi się w głowie od smaku jego ust.
Will uśmiechnął się z rozbawieniem.
- Nie, nie pocałowałem go.
Odetchnąłem głęboko i oparłem głowę o jego ramię, oplotłem rękami jego talię.
- I twoje szczęście - mruknąłem.
- Czyli... co teraz z nami będzie? - spytał Will po chwili ciszy.
- Powiedzmy, że dam ci drugą szansę, ale pamiętaj, że stąpasz po niepewnym gruncie, Solace. Wiesz o tym?
Chłopak roześmiał się.
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Teraz już nie dam się pocałować byle komu - zażartował.
- No, mam nadzieję.
Złapałem go za rękę i położyliśmy się obok siebie na moim łóżku, ramię przy ramieniu. Przez chwilę wpatrywałem się w sufit, oddychając głęboko i ciesząc się obecnością Willa. Następnie odwróciłem głowę w jego stronę. On też to zrobił. Poczułem jego dłoń zaciskającą się na moich palcach.
- Posłuchaj - zacząłem. - W dalszym ciągu nie chciałbym, żeby ludzie o tym wiedzieli. O nas.
- W porządku. Ja w dalszym ciągu będę cierpliwie czekał, aż będziesz gotowy - powiedział i delikatnie ścisnął moją rękę.
Przysunąłem się do niego i oparłem czoło o jego czoło. Nasze nosy lekko zetknęły się ze sobą.
- Dziękuję - rzekł Will w pewnym momencie.
- Za co?
- Że mi wybaczyłeś. Nie każdy to potrafi.
- Bo nie każdy człowiek zasługuje na wybaczenie.
Przymknąłem oczy i westchnąłem. Po dłuższej chwili poczułem, że mój chłopak też zamyka oczy - jego rzęsy otarły się o mój policzek. Uśmiechnąłem się sennie, choć wiedziałem, że nie może tego zobaczyć.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Zerwałem się z łóżka i zamrugałem, by się trochę rozbudzić. Potrząsnąłem Wille, mimo że już nie spał. Wcisnąłem mu talię kart w rękę.
- Upozoruj grę w karty. Ja zobaczę kto to.
Will bez słowa kiwnął głową i podniósł się szybko. Nawet jeśli nie za bardzo spodobał mu się ten pomysł, nie dał tego po sobie poznać. Szybkim ruchem wygładził pościel i podszedł cicho do stolika, rozkładając w pośpiechu karty. Ja z kolei ruszyłem, by otworzyć drzwi. W międzyczasie spojrzałem prędko na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła siódma wieczorem. Zasnęliśmy na przynajmniej dwie godziny. ,,Ups", pomyślałem.
Uchyliłem nieco drzwi. Na zewnątrz stała Natalie. W sumie mogłem się tego spodziewać, bo kto inny mógłby do mnie przyjść, skoro rozmawiam z tak niewieloma osobami?
- Siema - powiedziała i uśmiechnęła się. Zaraz jednak zmarszczyła brwi. - Spałeś?
- Co? Ach, nie, to... wiatr - skłamałem, machając ręką bez określonego powodu.
- Wiatr - powtórzyła powoli.
Pokiwałem energicznie głową.
- W domku? - spytała, patrząc na mnie znacząco.
Otworzyłem usta, jednak zaraz je zamknąłem.
- No dobra, spałem - przyznałem zrezygnowanym tonem.
- Hm. Więc pewnie nie widziałeś mojego brata, co? - Mina nieco jej zrzedła.
- Yyy, no zależy którego - odparłem ostrożnie.
Natty uniosła jedną brew.
- Willa. Chodzi o Willa.
- Ach, no jasne! Tak właściwie to jest w środku.
Tym razem brwi dziewczyny podjechały wysoko w górę.
- A co on u ciebie robi, jeśli mogę spytać?
- Przyszedł... pogadać. Miał... hm, bardzo pilną sprawę - dokończyłem szybko.
- Aha. - Wzruszyła ramionami. - Nie wiedziałam, że się kumplujecie.
- Och, no tak. - Odchrząknąłem. - Kumplujemy się.
Natalie przyjrzała mi się badawczo, zapewne zastanawiając się, czemu nagle zacząłem się tak dziwnie zachowywać, ale nic nie powiedziała.
- On też śpi? - spytała po chwili z uśmiechem.
- Tak właściwie to już nie - odparłem zakłopotany.
Dziewczyna przekrzywiła głowę.
- A-ha.
- Mieliśmy wcześniej grać w karty, ale jakoś tak wyszło, że przedtem położyliśmy się na łóżkach. No i po chwili zasnęliśmy. Tak jakoś, samo wyszło - wymamrotałem na koniec.
- Spoko, a ja i reszta rodzeństwa dostawaliśmy zawału, bo ten dureń miał przyjść do siódemki na próbę - powiedziała, nieco rozzłoszczona.
- Sorry, nie wiedziałem...
- Ej, to nie twoja wina, nie przejmuj się. - Machnęła ręką. - Mogę wejść?
- Jasne, zapraszam.
Wpuściłem córkę Apolla do środka, mimo że w mojej głowie wyraźnie paliło się czerwone światełko, a w uszach rozbrzmiewał ostrzegawczy sygnał. Zamknąłem drzwi i poszedłem w głąb domku za Natalie, mając nadzieję, że nie zauważy niczego dziwnego między mną a Willem.
- O jeny, jaki ciekawy wystrój - powiedziała, gdy szliśmy do mojego pokoju. Oczy jej się świeciły, gdy patrzyła na ciemne wnętrze. Przyglądała się z zapartym tchem obrazowi Pietera Bruegla wiszącego na ścianie, przedstawiającego tytułowy ,,Upadek Ikara", następnie zachwyciło ją wielkie lustro z ramą z hebanu zdobioną czarnymi i białymi kamieniami szlachetnymi i półszlachetnymi, potem spojrzała na duży srebrny żyrandol zwisający z sufitu w samym środku pokoju, jednak najbardziej ją ucieszył bukiet świeżych, kolorowych kwiatów stojących w białym wazonie na stoliku w głównym pomieszczeniu.
- Jakie śliczne - skomentowała i powąchała je. Uśmiechnęła się do siebie, a ja pomyślałem, że to dość zaskakujące. Owszem, była oczarowana bogactwem pomieszczenia, jednak to właśnie kwiaty najbardziej zwróciły jej uwagę, najbardziej ją urzekły.
- To miał być taki miły, lekki akcent. Wiesz, żeby było trochę przytulniej - powiedziałem.
Pokiwała głową z zadowoleniem.
- To był zdecydowanie dobry pomysł.
- Chodź - rzekłem z uśmiechem i zaprowadziłem ją do brata. - Will, chyba ktoś cię szukał - zwróciłem się do niego, starając się nadać mojemu głosowi neutralny ton.
- Miałeś być na próbie o czwartej - wyrwała się dziewczyna z wyraźną pretensją.
- Hej, przepraszam, ale kompletnie wyleciało mi to z głowy - odparł, starając się wyjść choć trochę przekonująco.
Jednak Natty nie dała się na to nabrać. Z kolei mi chciało się śmiać. Na miejscu jego siostry też bym mu nie uwierzył. Will nie potrafił kłamać.
Zaraz jednak przypomniałem sobie moją rozmowę sprzed chwili z dziewczyną i uznałem, że ja chyba też nie umiem kłamać.
- Dobra - powiedziała w końcu córka Apolla, kręcąc głową. - Nie mam zamiaru wnikać, dlaczego nie mogłeś przyjść, ale więcej tego nie rób. Powinieneś dawać przykład młodszemu rodzeństwu - skarciła go żartobliwie, a Will poczochrał jej włosy.
- Och, jacy wy słodcy - mruknąłem z uśmiechem, a oni przewrócili oczami.
Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał syn Apolla:
- No dobra, to ja już chyba wrócę do siódemki. Wypadałoby, żebym teraz poćwiczył - dodał z szerokim uśmiechem. Zatrzymał na mnie spojrzenie nieco dłużej niż normalnie by wypadało. Wiedziałem, co chce mi przekazać: słowa podziękowania i radości, jak również obietnicę. Że tym razem się bardziej postara.
Następnie poklepał siostrę po ramieniu i wyszedł, rzucając nam krótkie ,,Na razie".
Przez chwilę oboje patrzyliśmy w ślad za nim. Potem odezwałem się, wsadzając ręce do kieszeni, by Natalie nie mogła zobaczyć, jak bardzo się trzęsą.
- To co? Obejrzymy te figurki? - spytałem, nadal patrząc w drzwi i czując coraz większy przypływ radości.
Natalie roześmiała się i kiwnęła głową.
- Prowadź.
*************************************************
*DOKOŃCZENIE ZDANIA NA GÓRZE*: Dedykacja dla wszystkich tych, którzy mieli nadzieję na Solangelo ;>.
Spaaaaać.
Tylko o tym myśli teraz mój mózg xd.
A tak na poważnie: prawie dwanaście stron, i wręcz zmusiłam się, by skończyć w tym miejscu. Czuję, że jeśli chodzi o długość rozdziałów, rozkręcam się coraz bardziej ^^.
Powiedzcie, co o tym sądzicie. Podoba Wam się motyw Solangelo? Osobiście na początku nie byłam do niego zbytnio przekonana, ale coś mnie nagle wzięło i jakoś tak samo wyszło xD.
Ale chyba takiego zwrotu akcji to się nie spodziewaliście. Hehe.
*Do BETONA*: Chciałaś, żebym trochę namąciła, bo to wszystko za łatwo szło w kierunku Nica i Natty, pamiętasz? No, posłuchałam cię i przyznam, że chyba miałaś rację xD.
Ta daaam. Oto efekt :D.
Dobra, ja już kończę.
Trzymajcie się, herosi.
Czytajcie.
Komentujcie.
Obserwujcie.
I już teraz zapraszam Was na kolejne rozdziały ;).
Xoxoxo :*
Annabell di Angelo
Hej, zaklepuję sobie miejsce ;*
OdpowiedzUsuńHaha, dobra, czekam ;*
UsuńHej, hej
UsuńJuż jestem. *fanfary*
Ja przepraszam, ale jak wiesz, nie czytałam Perc'ego więc uświadom mnie czemu Leo mieszka w domku z Nico? Nie ogarniam ;(
W każdym razie ich rozmowa jest cudna. Jakoś tak mi sie bardzo spodobała ^^
Co do Nico i Willa to muszę ci przyznać, źe udał ci się plot twist, jednak zastanawia mnie czemu Natalie miałaby szukać Willa u Nico?
W każdym razie zgadzam się z tym, że było za kolorowo w Naco xD albo Nitalie. Szkoda tylko, że tak mało osób zabijasz. Moja czarna jak... eee... coś bardzo czarnego dusza jest nienasycona jeśli chodzi o śmierć (Buahahahaha).
Dobra jedtem strasznie evilna.
Co do ilości stron to normalnie szalejesz. Jestem z ciebie taka dumna. Teraz mam dla ciebie niewykonalne zadanie - zmotywuj mnie bym też zaczęła dłużej pisać ;(
Pozdrawiam
Evilcat :>
Hejoo!
Usuń*Brawa*
Ojej, to ja przepraszam. Rzeczywiście, nie wyjaśniłam tego, a osoby, które nie czytały Percy'ego mogą nie ogarniać. Masz rację ;).
Więc wyjaśniam: Leo i Nico nie są rodzeństwem. Są przyjaciółmi, no i wiesz, czasami odwiedzają się nawzajem xD. I tak też było w tym rozdziale: Leo po zajęciach nie poszedł do swojego domku 9 (od Hefajstosa), tylko to domku 13 (od Hadesa). Poza tym, napisałam na początku: ,,(...) walnął się ciężko obok mnie na jedno z wolnych posłań w domku trzynastym" - wiesz, wolne posłanie. Normalnie by się rzucił na swoje łóżko, nie? ;).
Hahah, dziękuję ;>.
Udał mi się, yeah xD. Aaa... hm. No więc to już jest twoja inwencja twórcza... xD. Nie no, po prostu wyobraź to sobie: Will miał być na próbie o czwartej, a dochodziła już siódma. W dodatku Will nie uprzedził ich, że się nie pojawi. Podejrzewam, że szukali już w całym obozie, i po prostu zaczęli chodzić po domkach i pytać ludzi, czy nie widzieli ich brata ;). Pewnie się zaczynali już niepokoić. Ja bym się niepokoiła xD.
Zabijaniem się zajmę później. Nie czas teraz na to xD.
Nie potrafię się z tym nie zgodzić... xd.
Whoa, szalona ja xD. Dziękuję <3. ŁOOOO, to mi zadanie dałaś xDDD.
Dobra, to zróbmy tak: jak zaczniesz pisać dłuższe rozdziałki, to ja ci dam ślicznego dedyka w moim kolejnym poście :3 xD. Nie mam pojęcia, jak inaczej mogłabym cię przekupić ;D.
Xoxo :*
Evilgirl
Problem w tym, że ja teraz piszę poprawki i mam zamiar wstawić je, że tak to ujmę, hurtowo, poniewaź trochę tam pozmieniam i troche inaczej rozłożę akcje, a jestem dopiero na 1. rozdziale ;(
UsuńNo niby tak... niech ci będzie.
Okay, faktycznie o tym nie wspomniałaś. (Oh yeah! Czyli jednak to nie dlatego, że jestem niedoedukowana nic nie rozumiałam)
Pozdrawiam
Koteł
Ps: Pamietasz w ogóle o one-shotach?
Oooo, no to sporo pracy masz ;(. Nie zazdroszczę :/ xD.
UsuńHehe ;3.
No ja wieeeem xD (nie, to nie dlatego! ;D ).
Xoxo
Annabell di Angelo
PS. Pamiętam, nawet je piszę, tylko że nie za bardzo mam kiedy je przepisywać, bo zwykle zajmuje mi to bardzo dużo czasu. A czas to pieniądz w dzisiejszych czasach ;).
Hej, hej!
UsuńNominowałam cię do Liebster Blog Award!
Pytania znajdziesz tutaj: http://ostatniamysl.blogspot.com/2016/10/lba-5-6-7.html
Pozdrawiam
Kot
Dziękuję bardzo ^^
UsuńPostaram się odpowiedzieć jak najszybciej ;).
Xxxxx, buziaki :*
Annabell di Angelo
Hej, hej!
UsuńBądź ze mnie dumna, bowiem właśnie czytam olimpijskich herosów xD
w każdym razie od teraz, jak że ogarniam kto jest kim itd, oczekuję, że będzie więcej Leo.
Żartuje, ale tak serio to bosh, jak ja go uwielbiam.
W sumie nie wiem po co ci to piszę, ale dobra... za dużo cukru i Leo.
Hej hej!!
UsuńO jeju, dumą wprost promienieję xD.
A Leo to fajny ziomek jest, lubię go bardzo. Chciałabym go spotkać w prawdziwym życiu. Czuję, że bym go polubiła jeszcze bardziej xD.
Ja teeeż <3.
Leo to sam cukier xD. Ale pisz mi, pisz, ja lubię czytać takie luźne wypowiedzi :3.
xxxxx
Ann
Hej hej hej!
OdpowiedzUsuńKocie zjem cie, to bylo moje miejsce.
Ale to bylo suodkie *___* Chociaz i tak shipuje Natty i Nico.
Nie mam weny na ten komentarz.
Rozdzial super :D
Nastepnym razem bardziej sie postaram xDD
Weniaj
Sus <3
Hejo hej!
UsuńNo wiesz, mówi się, że kto pierwszy ten lepszy xD ;).
Suodkie jak mój dzisiejszy obiad (makaron z truskawkami) xD. A to było tak słodkie, że aż mnie zemdliło xD.
Shipuj kogo chcesz, autor i tak zrobi swoje xD.
O nieeee ;-;.
Juhuuu ^^.
Dobra, trzymam cię za słowo xD
Dziena :*
Xxxxxxxx
Annabell di Angelo
Pisałam to na 5 minutwoej przerwie xDD nie wymagaj xDD :P
UsuńAaa, no to dobra, wybaczam ;)
UsuńWiatr. WIATR. Chyba pierd, jakim cudem wiatr miałby sprawić, że Nico wygląda jakby przed chwilą wypełzł z półżka? Chyba serio nie umie kłamać... Wgl co to za miejsce, wszyscy wszystkich molestują: Hazel Jasona, nieznany chłopak Willa, apropo wkradła ci się literówka "potrząsnąłem Wille, chociaż wiedziałem, że już nie śpi" to brzmi jakby trząsł tą Willą z Harrego Pottera z tej francuskiej szkoły, pamiętasz? Fleur była częściowo willą po babce. Rzęsy na policzkach chyba najbardziej z tego rozdziału robią na wyobraźnie, serio. A tak generalnie to spoko, spoko, przed Nico trudne zadanie, wybrać Natalie czy Willa? Will ma fajniejsze imię ale i tak przewiduję jak to się skończy, musisz się bardziej postarać, żeby mnie przekonać, że będzie inaczej ;)
OdpowiedzUsuńWesołego alleluja,
Pozdrawiam,
Beton
XDD No mówię no, kłamca z niego jak ja baletnica - czyli słaby xD. Oho, jestem pewna, że chciałabyś się tam znaleźć...
UsuńO widzisz, ja mam literówkę, a ty błąd: Hazel molestowała Leona, nie Jasona ;D. Racja, już widzę. Zabrakło mi "m" ;-;. Pamiętam Fleur, jasne. Francuzka jakich mało.
...ej, ja nie wiem, co ci to z wyobraźnią zrobiło, ale chyba nie chcę wiedzieć xD. Chociaż ja sądzę, że to było słodki :3.
Spoko? To fajnie ^^. Ekhm, ekhm, chciałabym zauważyć, że między Nico i Natalie NIC SIĘ NIE WYWIĄZAŁO, ŻADNE GŁĘBSZE UCZUCIE, przynajmniej na razie, nie wiem jeszcze, co mi przyniosą mój magiczny długopis i paluszki, ale na chwilę obecną to naprawdę, między nimi nic nie ma xDD.
Will fajniejsze imię, powiadasz? W sumie to się zgadzam, a przewidywać to ty se możesz :P :D.
...bardziej postarać? Ale, hm, ty wiesz do czego ja jestem zdolna, nie? xD
I wesołych świąt Bożego Narodzenia!
xxxxx
Ann :*
NIENAWIDZĘ SOLANGELO!!!!!!!!! A tak pozatym super rozdział! Chociaż Caleo TEŻ NIENAWIDZĘ!
OdpowiedzUsuńTo co lubisz ? :D
UsuńLubię Reynico, Percabeth, Jasper, Brason, Zszywson... Długo by wymieniać...
UsuńKurczaki, skasował mi się komentarz. Kocham.
UsuńDobra, Solangelo musisz na razie przeboleć, ale obiecuję, że będę pamiętać o twojej nienawiści do nich xD. A Caleo lubię i ich na razie przynajmniej nie tykam, niech się sobą nacieszą ;3.
Reynico na pewno nie zrobię, nie ma opcji, nie namówisz mnie xd.
A Brason, Percabeth i Jasper było! Enjoy it ;D.
Xoxo
Annabell di Angelo :*
Czytam to twoje FF i czytam, i jest niesamowite, i wiem, że jest dużo "i" :D
OdpowiedzUsuńMoże być Reynico... Plose :3 Solangelo jest bleee... Kocham to ff i gdzie jest ANN ?!
Pozro,
Anessia
Reynico! Zgadzam sie <3
UsuńTaaak! Reynico!
UsuńLudzie, powtarzam, wątpię w to, że kiedykolwiek na tym blogu powstanie Reynico xD. Ewentualnie w jakimś one-shocie, to tak. Ale nie w oryginale ;).
UsuńXoxoxo :**
Ann
Abo Nico i Nattty ? Cio :3 Plose... ♥
OdpowiedzUsuńHaha, ja naprawdę niczego nie obiecuję xD. Plose, nie zamęczaj mnie tymi pytaniami :D.
UsuńXxxxx
Annabell di Angelo
Uwaga, klękajcie narody, di Angelo wróciła do blogosfery (i to nawet z rozdziałem, wpadaj poczytać :D)!
OdpowiedzUsuńSOLANGELO, wreszcie, tak, dziękuję <3
Solangelo to życie, okej
Ale z drugiej strony shipuję mocno Natalie i Nica. Ugh, co ja mam zrobić? Trójkąta z nich nie machnę, bo to o kazirodztwo zahaczy :<
Powiem ci, że się wyrabiasz ładnie w pisaniu, bardzo ładnie bym rzekła.
Lecę, bo zacznę bredzić. Mój ulubiony zespół źle na mnie działa, dupki jedne.
Weny, siostra!
xxx,
V.
PS. Nie zapomnij o mnie XD
Chryste, no myślałam, że się już nie doczekam! xD.
UsuńHehe. Tak myślałam, że ci się spodoba xD :D.
Mhm
A tam, kto by się przejmował takimi drobiazgami? xD. Nie no, a tak na serio: jako pisarka tegoż ff mam zamiar słuchać mych zacnych doradców (czytelników) i uwierz, mieszać się tu będzie wszystko w cholerę. A ja uległa jestem, także no. Jak mnie poprosisz, to zrobię ci parę typu Nico + Mroczny xDDD.
No. Więc ten.
Oooch, dzięki :D. Ćwiczę w szkole u pani Basi na polskim, wiesz, pani Basia uwielbia nam dawać różne wypracowania do napisania. Więc w sumie jestem ZMUSZONA do ciągłych ćwiczeń xD.
Dobra, to leć xD.
Dzięki, siostruś! I nawzajem ^^
xxxx
Ann
PS. Spoko, niedługo wpadnę :D.
PS2. Jaki to zespół?? :3
Ja zawsze przyjdę. Prędzej czy później, ale przyjdę, pamiętaj!
UsuńONIE, WYOBRAZIŁAM SOBIE TO NICO X MROCZNY XDDDD
A moja pani Monia nie lubi czytać opowiadań :<
A zespół to My Chemical Romance. Mam ich dość, a jednocześnie ich uwielbiam.
No dobra, dobra, będę pamiętać xD.
UsuńMUSIAŁAM TO NAPISAĆ, NOOO XDD. ALE MUSISZ PRZYZNAĆ, ŻE BY DO SIEBIE PASOWALI... XDD.
A widzisz ;-;.
O-o-o, zaraz sprawdzę na yt xD. Mam nadzieję, że jest fajny ^^.
Boże, znam to uczucie. Kochasz i masz dość jednocześnie. Egh xd.
TAK, PASUJĄ DO SIEBIE IDEALNIE XD
UsuńNie słuchaj ich, niszczą mózg i już nie istnieją. Nie polecam, chyba że chcesz skończyć jak ja i Luna - totalnie wraki psychiczne XDD
NO JA WIEM <3 XDD.
UsuńUps, za późno... xD
Hej, hej, tytułem wstępu bardzo przepraszam za to, że odzywam się dopiero teraz, ale na razie przeżywam jedno wielkie zamieszanie związane z początkiem studiów. A to po prostu taki kosmos, że aż szkoda gadać: błędy w systemie internetowym, brak dostępu do rejestracji, nagła zmiana terminu zajęć... No, masakra, krótko mówiąc. I tak bardzo mam tego dość, że musiałam się urwać choć na chwilę, to pomyślałam, że wpadnę i w końcu skomentuję. Już by chyba wypadało, nie? ;)
OdpowiedzUsuńO, ten początek z Nico i Leo był po prostu... Hm, nie chcę używać słowa "uroczy", ale ono chyba najlepiej opisuje to, o co mi chodzi. Bo tak przyjemnie się czyta o nich jak o zwykłych kumplach, którzy mogą po prostu pogadać, poprzekomarzać się, pośmiać, ale też i trochę pozwierzać. To taki bardzo miły obrazek :) I przyznam, że zaskoczyłaś mnie nieco zachowaniem Hazel wobec Leo. Nie spodziewałam się tego na typ etapie, ale to chyba nawet dobrze :) Hm, ciekawa jestem, czy to się dalej jakoś rozwinie, czy to tylko jednorazowy incydnet. Zdaje się, że czas pokaże. "Tak, a ty masz swoją piekielną ogarzycę. Widzisz? Wszyscy w komplecie!" - ha, ha, padłam przy tym! Tak bardzo w stylu Leo! :D Hm, Solangelo... Nie powiem, abym była ich jakąś wielką fanką, ale póki Nico jest szczęśliwy, to ja też ;) I powiem ci, że aż prawie się wzruszyłam przy ich scenie. Tylko dlaczego mam wrażenie, że Will w niezbyt dalekiej przyszłości znów odwali coś niefajnego i Nico jednak skończy z Natalie? O, idą obejrzeć figurki, jak fajnie... Ale osobiście, po kilku latach w grupie teatralnej, zabiłabym Willa za opuszczenie próby, bo zapomniał/zaspał/grał w karty. Takich rzeczy się nie robi sztuce!
No dobrze, biegnę na spotkanie z panią koordynator i spróbuję się dopisać na zajęcia. Trzymaj kciuki, bo nie chcę wylądować w grupie, która kończy zajęcia o 21...
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za opóźnienie,
Lakia
A spoko, serio. Ważne, że w ogóle przyszłaś ;D. Ble, studia. Fuj. Ja tu się psychicznie nastawiam na liceum, a ty mi tu o studiach xD. No ale pamiętaj, co ci mówiłam: BĘDZIE DOBRZE :D. No wiesz, w sumie to by wypadało... :3
UsuńOch, urocze. Jak to słodko brzmi <3. Miło mi, że tak to odczuwasz ;). Właściwie to o to właśnie mi chodziło: dwójka przyjaciół swobodnie rozmawiająca po zajęciach. Wiesz, w książkach Riordana w kółko dzieje się tylko jedno: akcja, akcja, akcja. To znaczy nie jedno, tylko właśnie mnóstwo wydarzeń xD. I ciągle coś się dzieje. A przecież z jego tekstów wynika, że zanim nadeszły te wojny, to wszystko było w porządku, i z wyjątkiem ataków potworów, nic złego się nie działo. Aktualnie w moim opowiadaniu nie ma wojny, wszystko wróciło do normy. Nie ma potrzeby, żeby od razu kogoś zabijać ;).
Ha. No, Hazel zachowała się niecodziennie... Ale owszem, czas pokaże, co się z tym dalej stanie.
Haha, juhu! Element komiczny - udany! :D. Leo to w końcu największy śmieszek wśród herosów, więc wiesz, musiał powiedzieć coś takiego ;3.
Solangelo... Ty wiesz co? Do tej pory się sama sobie dziwię, że ich wstawiłam. Ja sama nie jestem ich fanką, wręcz przeciwnie, do niedawna kiedy tylko pojawiało się Solangelo - zamykałam stronę internetową xD. Nie przepadałam za nimi po prostu. A potem... To było tak niespodziewane, po prostu dzień przed tym, jak miałam wstawić rozdział, zmieniłam koncepcję. I przerobiłam cały rozdział :D. No i... chyba wyszło. Jakoś xD.
Ojej, wzruszyłaś się? Teraz ja się prawie wzruszyłam *-*. Aj tam, to chyba tylko wrażenie. No chyba że jesteś wieszczką i przewidujesz przyszłość... Ja przyszłości nie znam, więc nie potrafię ci powiedzieć, co się w końcu z nimi stanie xD. Figurki, yeah B).
Boże, ty też chodzisz na teatralne? Jak fajnie! ^^ :D. I rozumiem, serio. Też nie cierpię, kiedy kogoś nie ma. Ale jeszcze bardziej nie cierpię, gdy mnie nie ma xD.
O ja cię, dobra, to powodzenia. Trzymam kciuki!! :D.
Nie ma sprawy ;).
xxxxx
Annabell di Angelo
Dzięki ;) O, wierz mi, całą sobą podpisuję się pod "Ble,studia". Jeden tydzień to nawet spoko, ale żeby tak aż do lipca? Zresztą, po tych czteromiesięcznych wakacjach wszystko wydaje się "ble" ;)
OdpowiedzUsuńJak najbardziej wyszła ci taka swobodna rozmowa kumpli. O, tak, u Riordana zdecydowanie nie można narzekać na brak akcji. Brak za to luźnych pogawędek nad popołudniową herbatkę... ;) Hm, jak ja to swego czasu tłumaczyłam przyjaciółce: to wcale nie jest zabijanie, tylko "niezbędny zabieg fabularny". Zamierzam się trzymać tego określenia ;) No, w każdym razie, trochę sielanki jeszcze nikomu nie zaszkodziło. O, to czekam z niecierpliwością, co też nam tu wyjdzie z Hazel. A element komiczny jak najbardziej udany! Bez tego Leo po prostu nie byłby sobą. O, ja ci powiem, że jak dla mnie takie zmiany na ostatnią chwilę są najlepsze! Taki świeży powiew inspiracji :) Mi samej zdarzało się zmieniać koncepcję dość diametralnie. Zasadniczo to nawet częściej zmieniam niż trzymam się oryginalnych pomysłów. Ale to część zabawy ;) Y, nie, nie przypominam sobie, bym zostawała Wyrocznią... To tylko przeczucie.
Raczej chodziłam na teatralne, nie wiem, jak to wyjdzie na studiach, ale swego czasu moja grupa odnosiła trochę sukcesów :) Ha, ja byłam w stanie nie pójść na lekcje, ale na próbę zawsze dojeżdżałam. I potem tylko modliłam się, by żaden nauczyciel mnie nie zobaczył i nie spytał, co nagle robię w szkole...
Na razie nie jest źle, nie dopisałam się tylko na jedno seminarium, ale mają tam tworzyć nową grupę w godzinach, które mi pasują, więc powinno się udać. Gorzej, że powinnam złożyć jedno podanie przez usosa, ale nie mam takiej technicznej/fizycznej możliwości, to kazali mi wydrukować z systemu i przynieść, ale żeby wydrukować z systemu, muszę je najpierw w tym systemie złożyć, czego, ekhem, tak jakby nie mogę zrobić. Módlmy się, żeby mnie nie zabili jutro w dziekanacie, jeśli po prostu to napiszę zamiast wydrukować z systemu...
Społczi ^^. Haha, no tak, to zrozumiałe ;D.
UsuńJeeej :D. Zdecydowanie nie można. Jest akcja, akcja i akcja, zakończenie pełne niespodzianek i akcji, a w kolejnej części... znowu akcja xD.
"Niezbędny zabieg fabularny", powiadasz? Bardzo trafne określenie, muszę przyznać. Chyba też zacznę go używać ;) :D.
Dokładnie!
Dzięki ;). Też tak sądzę. Leo zawsze musi dodać coś od siebie, coś zabawnego. To po prostu cały on :).
Jak ty się ładnie wyrażasz, no ja nie mogę XD. ,,Świeży powiew inspiracji". To tak ślicznie brzmi. Moja artystyczno-romantyczna dusza się odzywa xD. Wiesz co, ze mną jest tak samo. Po prostu nie potrafię trzymać się planu, który sobie jakiś czas temu ustaliłam, i ciągle coś zmieniam. Tak spontanicznie ;).
Haha, ja jestem dojezdna, więc raczej prędzej mnie nie było właśnie na zajęciach pozalekcyjnych niż na lekcjach w szkole xD.
I git B). Och, no to już gorzej, fakt... Nieee no, nie zabili cię chyba, nie? xD. Na pewno zrozumieliby ;).
Xoxo
A.
Wiesz, ja tam ciągle mam wrażenie, że tylko wybrałam się na taki kilkudniowy kurs i zaraz z powrotem będę miała wolne... Ech, szkoda, ale rzeczywistość boli. Chociaż, jeśli uda mi się wbić jeszcze na tamto jedno seminarium, nie będę miała aż takiego złego planu: wtoreczki wolne, w czwartki tylko jedne zajęcia... Powinnam jakoś przeżyć. Ale wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że na uczelni zajęcia trwają po półtorej godziny. Po połowie już mam dość. Ja chcę z powrotem 45-minutowe lekcje! Wyobrażasz sobie półtoragodzinny w-f?
UsuńNo, u Riordana to jest troszkę tak, jakbyś wzięła całą historię, rozwinęła ją, zaznaczyła na kolorowo chwilę akcji, wycięła resztę i posklejała kolorowe fragmenty, dodając tylko niezbędne łączniki, by całość miała sens. Coś w tym stylu ;)
Tak, też uważam, że "niezbędny zabieg fabularny" to... zacne sformułowanie. Dobrze oddaje intencje i sens. Proszę bardzo, jak najbardziej możesz zacząć używać :)
Cóż, tak po prostu działa oddawanie natury postaci. Percy też musi czasem rzucić coś glonomóżdżkowego, Annabeth coś mądralińskiego... Tak to działa. A u Leo ten humor jest tym ważniejszy, że to jest nie tylko jego zwykła cecha, ale też często wykorzystywał dowcip, by się za nim chować. To już wchodzi głębiej w psychikę postaci i jest... Fajnie :)
Ja się ładnie wyrażam? Jej... Dziękuję, to bardzo miłe z Twojej strony :) O, przybij piątęczkę, bo żebyś widziała moje pierwotne plany... Jakiś czas temu opublikowałam na blogu serię ciekawostek i tam właśnie umieściłam kilka swoich niewykorzystanych pomysłów. Teraz nie mogę się nadziwić, jak ja mogłam chcieć poprowadzić historię w tym kierunku. Ja jak najbardziej jestem za tym, by na początku mieć gotowy plan, ale nie bać się go zmieniać i nie trzymać kurczowo, gdy czujemy, że przestaje nam pasować. Trzeba być otwartym na inspirację i nowe pomysły :)
Też jestem raczej dojezdna, ale wiesz, na lekcjach były jakieś tam bzdury, a na teatralnych była próba - niezwykle ważna rzecz! Zresztą, opuszczone lekcje można nadrobić, nic się nie stanie, a tworzenie spektaklu jest pracą zespołową i jak zabraknie nawet jednej osoby, to już może być problem. A ja strasznie nie lubię, gdy inni mają przeze mnie problemy.
Nie, nie zabili mnie. Od razu na wstępie wyjaśniłam sytuację, zanim zaczęli się mnie czepiać, i przyjęli podanie bez większych problemów. A teraz pani dziekan będzie rozpatrywała... Mam nadzieję, że mi to uzna i wreszcie będę mogła legalnie zarejestrować się na zajęcia. Bo na razie to jestem raczej na nielegalu ;)
Boru, półtora godzinne lekcje... nie, ciężko mi to sobie wyobrazić. Ja po pół godzinie wysiadam i zaczynam odliczanie do dzwonka xD.
UsuńO, dobrze to ujęłaś :D. Posklejane kawałki pewnej historii, tylko te najciekawsze wątki.
Co do tego planowania: jestem tego samego zdania. Można planować, ale trzeba być elastycznym i otwartym na nowe pomysły :).
Haha, to dobrze, że cię nie zabili xD. Na pewno przyjmą twoje podanie, spokojna głowa ;).
Xoxo ;*
Annabell di Angelo
Po pierwsze:
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy rozdział na http://boski-konflikt.blogspot.com/2016/10/rozdzia-vii.html
Po drugie:
przepraszam, że tyle czasu mnie nie było i nie komentowałam. Miałam zastój, jeśli chodzi o czytanie i pisanie, ale chyba powoli z niego wychodzę.
Lubie paring Leo i Calipso, więc jestem jak najbardziej za. Zachowanie Hazel mi nie pasuje, ale nie mogę doczekać się awantury jaką Cali urządzi Leo jak się dowie. Jeśli nie będzie dramatycznie, to będzie śmiesznie.
Wszyscy komentują Solangelo, to i ja to zrobię. Gdy Riordan wprowadził wątek takich związków do książki, byłam wściekła. Potem się odrobinę uspokoiłam i stwierdziłam, że ok, jeden związek nikomu nie wadzi, o ile Nico jest szczęśliwy. Szczęśliwy Nico - szczęśliwa Mentrix. Więc nie mam nic przeciwko, po jakimś czasie nawet się do tego przekonałam. Więc masz tu moje poparcie jeśli będziesz ten wątek kontynuować. Ale wiem, że tego nie zrobisz, bo dziwnie byłoby pisać o gejowskiej miłości. CO innego wspomnieć, tak jak do zrobił Riordan. Ale Nico to główny bohater, więc trzeba by to było rozwinąć, co potem (przynajmniej według mnie) byłoby niezręczne. Ale cokolwiek ludzie mówią: dla mnie Nico i Will to nie związek homo, to po prostu Nico i Will. I tak szczerze - na przyjaciół się nadają.
Więc tak... napisała co myślała. A teraz żegnam.
Pozdrawiam,
Mentrix
Po primo: przyjdę na pewno.
UsuńPo secundo: cudownie, że chociaż ty ich lubisz xD. Hehe, ja też nie mogę się tego doczekać ^^. To będzie z pewnością ciekawe.
Oki. Jestem gotowa.
Oho, stoimy na tej samej desce, moja droga. Mnie też to z początku strasznie zdenerwowało.
Ale jako że uwielbiam Nica, no to cóż - trzeba wspierać swoich ulubionych bohaterów.
Dziękuję za wsparcie ^^. Hm, ekhm, ekhm... w sumie masz rację trochę... no ale ja już sama nie wiem xD. Zobaczę jak to się potoczy, będę musiała po prostu popłynąć z nurtem rzeki i napisać to, co mi akurat będzie pasowało... No ale rzeczywiście, później mogłoby to być nieco niezręczne xD. ALE ZOBACZYMY XD.
Również żegnam, dziękuję za komentarz ;).
Xxxxd
Annabell di Angelo
Jestem najgorszą czytelniczką na świecie. Ale poprawię się - naprawdę.
OdpowiedzUsuńTen komentarz zacznę od pewnej zabawnej ciekawostki. Uśmiejesz się, serio. Otóż przeczytałam jak dotąd wszystkie twoje rozdziały i nie skomentowałam trzech najświeższych. Heh, heh he..proszę, nie bij!
Zacznę, więc od szósteczki. Rozdział niby nic sielankowy i nic się nie dzieje, ale przez wspomnienia Nico (wybacz, nigdy nie odmieniam tego imienia XD) związane z Biancą robi się trochę taki smutny, nostalgiczny i mroczny. Zaciekawiłaś mnie tym wątkiem, bo to chyba nie koniec córki Hadesa w tym opowiadaniu...W każdym razie mam taką nadzieję, bo Bianca jest jedną z bardziej pominiętych postaci w serii. To smutne :( Czy to, że nie żyje wyklucza ją z akcji? W sensie niby tak, ale... Och, liczę po prostu na to, że Bianca się jeszcze u ciebie pojawi (była w jednym śnie Nico, w którym wybierała spośród swoich trzech wcieleń, dobrze pamiętam???). Poza tym wydaje mi się, że Natalie jest już zauroczona w tym rozdziale, nawet jeżeli Nico traktuje ją jak kumpelę...
Percy. Percy. Percy...Ty kretynie! co to miało być?! Ale i tak cię kocham! Broda wygrała wszystko ;)
I dochodzę wreszcie do właściwego rozdziału. Nie będę ukrywać - jestem homofobem. To znaczy toleruję ludzi odmiennej orientacji, jasne, ale nie mam tendencji do shippowania faceta z facetem, dziewczyny z dziewczyną, czy patrzenia na to i zachwycania się jakie to urocze i jakie niezwykłe i jacy oni są biedni, bo muszą się ukrywać od resztki świata.
Do Solangelo nic nie mam - uważam, że Rick fajnie przedstawił to w "Boskich Próbach" i do twojej wersji z tego rozdziału też nie mam żadnych zastrzeżeń, ale...Liczę, że Natalie coś im tam pomiesza w tym związku :) Nawet nieświadomie.
Leo i Hazel...Muszę powiedzieć, że zaskoczyłaś mnie i to pozytywnie (taaa i nie przeszkadza mi w tym to, że shippuję Caleo).
Poza tym super ta scena na początku i w ogóle koncepcja tego, że Leo i Nico są takimi dobrymi przyjaciółmi, którzy mogą się sobie nawzajem zwierzać i przekomarzać. Cute :)
To chyba wszystko co chciałam ci powiedzieć. Czekam na ciąg dalszy.
Aria
Nieeee, ja ci wybaczam, nie jesteś najgorsza, naprawdę! :D. No ale pisać możesz częściej xD.
Usuń*fejspalm* nie no, okej, można i tak xD. Nie będę bić, spoko.
Ooo, jak fajnie, że tak odebrałaś rozdział 6.
Hehe. Hehe. Heh. No xD. To znaczy zobaczymy jak z tą Biancą będzie, ale też sądzę, że jej historia powinna zostać bardziej rozwinięta (tak, była w śnie Nica! Dobrze pamiętasz! :D ).
Hmm, całkiem możliwe, nom... ta Natalie to nawet dla mnie jedna wielka zagadka. Podobnie jak każdy inny bohater. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym rozdziałem coraz lepiej poznaję osoby z mojego opowiadania... ;).
Haha, taak, cały Percy xD. A my i tak go kochamy!
Popieram. Mam tak samo. I znowu zadaję sobie pytanie: co mnie skłoniło do tego, żeby napisać o homoseksualistach?...
Hehe. Zobaczymy ^^ .
Uuu, pozytywnie? A myślałam, że wszyscy odbierają to tak negatywnie :'). Ooo, dzięki <3.
Oki, dzięki za komentarz ;)
Xoxo ;*
Annabell di Angelo
Szeeeeeptyyyyy napisałam
OdpowiedzUsuńTo wyszepczę ci teraz:
UsuńOkeeeeej, przeczytam :D
To ja czeeekaaam :D
UsuńJeszcze wpadł dodatek do Przygód :D
UsuńSolangelo4ever!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńdawno mnie tu nie było...yyy...trudno zdarza się
kobieto nie wierze że w jednym z lepszych opowiadań na blogerze (na jakie trafiłam) w którym już się pogodziłam z brakiem najlepszego shipu ever on się znalazł nie masz nawet pojęcia jaki miałam fangirl
przepraszam za brak znaków interpunkcyjnych (których istnienie nadal jest dla mnie tajemnicą) i za nieskładność tego komentarza ale wydaje mi się że zrozumiesz
weny życzę i pozdrawiam
Taaak, życzenia niektórych się spełniają!! xD.
UsuńZdarza się, pewnie ;D.
(Dziękuję). Wow, haha, no to się cieszę :D.
Spooooko, luzik, po co komu kropki i przecinki? :D. Rozumiem, społczi ;).
Dzięki, buziaki :*
Annabell