poniedziałek, 6 lutego 2017

WAŻNE!!!

Uwaga uwaga, herosi i heroski, śmiertelnicy i śmiertelniczki.
Mam dość ważną wiadomość, mianowicie : nie mam internetu na chacie. A co się z tym wiąże? Rozdziału nie będzie przez przynajmniej tydzień, jeśli nie dłużej. Pojawiłby się wcześniej, ale nie ma go od zeszłego tygodnia :(. Przykro mi, lecz nie dam rady przepisać go całego na telefonie -.-
Także przepraszam, ale nie dam rady.

Xoxo
Annabell di Angelo

niedziela, 22 stycznia 2017

ROZDZIAŁ X

Hejo hej, herosi!
Przybywam do Was, zmordowanych wyczekiwaniem, z nowym rozdziałem X, wohoo!
*Enjoy everybody*
Na początek chciałabym jeszcze podziękować za ponad 8 tysięcy wyświetleń na blogu oraz za 90 komentarzy pod ostatnim postem (co prawda jakieś 30 % jest moich, ale nawet tego nie licząc to jest ich naprawdę wiele) jesteście po prostu niesamowici <3.
No dobra, nie zanudzam: miłego czytania! ;)

Rodział X

*Oczami Percy'ego*



   Z początku widziałem tylko ciemność. Czerń otaczała mnie z każdej strony. Stałem w miejscu, sparaliżowany i niezdolny do żadnego ruchu, starając się dojrzeć cokolwiek w tym piekielnym mroku, ale niestety, nie udało mi się to. Nagle z mojej prawej strony doszedł do mnie jakiś szmer. Obejrzałem się szybko w tamtą stronę. Nic.
   Spróbowałem unieść jedną nogę. Szło mi to niezwykle opornie, jakby moja stopa tkwiła w bardzo gęstej glinie, choć przecież czułem, że wisi w powietrzu. Po zrobieniu pierwszego kroku byłem tak zmęczony i spocony, że nie miałem siły iść dalej. Oparłem dłonie na kolanach, łapiąc powietrze.
   Nagle usłyszałem, jak ktoś szeptem wypowiada moje imię. Słowo odbiło się echem w otchłani, w której się znajdowałem. Zesztywniałem. Szept powtórzył się. W ułamku sekundy obejrzałem się w tamtą stronę. Wydawało mi się, że dostrzegłem jakiś ruch, ale równie dobrze to wyobraźnia mogła mi płatać figle.
– Percy... – wyszeptał ktoś ponownie, tym razem nieco głośniej i bliżej mnie.
   Spojrzałem szybko za siebie. Słuchajcie, nie będę ukrywać, zacząłem się bać. To wyglądało jak jakaś scena z horroru. Nie mogłem się ruszyć, a ktoś lub coś skradało się do mnie, coraz bliżej i bliżej. A ja nie potrafiłem się nawet ruszyć.
   Kiedy poczułem czyjś oddech na skórze, zacząłem panikować.
– Percy...
   To była kobieta. Rozpoznałem jej głos.
   Jednak nie miałem pojęcia do kogo on należy.
   Odwróciłem się z wysiłkiem, by móc ją zobaczyć, lecz ona zdążyła już zniknąć. Jednakże zamiast niej ujrzałem coś, co sprawiło, że krew odpłynęła mi z twarzy.
   W nikłym blasku światła siedziała Annabeth. Zdawała się mnie nie zauważać. Odetchnąłem z ulgą, ponieważ wyglądała na całą i zdrową, chociaż nie mogłem mieć przecież pewności, że jest to rzeczywisty obraz. Mimo to pozwoliłem sobie na krótkie westchnienie ulgi, związane z tym, że nic jej nie jest. Dziewczyna przeglądała notatki porozkładane niedbale na ziemi, stukając nerwowo palcami. Była definitywnie czymś zestresowana. A może przestraszona?
– O co w tym wszystkim chodzi? – wyszeptała do siebie, nadal wpatrując się w sterty papieru.  
   Próbowałem coś do niej powiedzieć, zawołać ją, podejść bliżej, spróbować jakoś pomóc, zrobić cokolwiek – ale nie mogłem. Przez te wszystkie lata bycia herosem nauczyłem się już, że sny są nieprzewidywalne. Mogą pokazać ci przeszłość, przyszłość lub teraźniejszość, podpowiedzieć w jakiejś sprawie albo wręcz przeciwnie – zbić cię z tropu i wpakować w pułapkę. Ponadto, podczas snu bardzo często trzeba, tak jak ja teraz, stać w miejscu i patrzeć bezczynnie na wydarzenia toczące się wokoło. To się dzieje naprawdę często. Przyzwyczaiłem się już do tego, serio.
   Ale tym razem była to dla mnie prawdziwa katorga.
   Spojrzałem na nią z bólem, a ona, ku mojemu bezbrzeżnemu zdziwieniu, również na mnie spojrzała i odpowiedziała mi tym samym.
– Zrób coś, Percy. Potrzebuję cię tutaj. Sama sobie nie poradzę – powiedziała z frustracją.
   Miałem wrażenie, że coś rozrywa mnie od środka.
   Znienacka po mojej prawej stronie rozległ się krzyk przerażenia. W kręgu światła ponownie pojawiła się córka Ateny, mimo że ta poprzednia nie zniknęła. Stała, przyciśnięta plecami do drzewa, ze strachem wymalowanym na twarzy, a dziesiątki wielkich, włochatych czarnych pająków próbowało wdrapać się jej na nogi. Kopała je i wierzgała, lecz niewiele to dawało – te poczwary dalej próbowały się do niej dobrać.
– Pomocy! Pomóżcie mi! – krzyczała przez łzy. Nagle kilkanaście kolejnych pajęczaków spadło z drzewa prosto na jej głowę. Dziewczyna zaczęła wrzeszczeć i zrzucać je z siebie w histerii, a po chwili ponownie szlochała.
   No nie, dość. Tego już za wiele. Uniosłem jedną nogę, potem drugą. Pot spływał mi po czole, a całe ciało bolało od wysiłku, lecz mimo to brnąłem dalej w stronę mojej dziewczyny. Nawet jeśli to był tylko sen, nie mogłem pozwolić, aby działa jej się krzywda.
   Dzieliło mnie od niej niecałe pięć metrów, gdy uniosła głowę i spojrzała na mnie.
– Percy, pomóż mi! Pomóż mi! Dlaczego cię tu nie ma? Czemu mnie nie chronisz?! – wykrzykiwała, a kolejne łzy nie przestawały spływać po jej policzkach. Poczułem, jak gula staje mi w gardle. Przecież chcę ci pomóc, myślałem z rozpaczą. Robiłem co mogłem, żeby do niej dotrzeć. Co zrobiłem nie tak?
   Zacisnąłem z bólem zęby.
– Percy! Pe... – Nie zdążyła dokończyć, ponieważ pająki zasłoniły jej twarz. Przez chwilę patrzyłem na nią w niemym przerażeniu, jak tańczy pod drzewem, próbując zedrzeć z siebie czarną pelerynę. Częściowo się jej udało, po chwili mogła swobodnie odetchnąć, lecz to nie był koniec walki. Dziewczyna ponownie rozpoczęła zajadłą bitwę z małymi drapieżnikami, na przemian łkając i wrzeszcząc.
   Niespodziewanie za mną rozległ się jęk. Zrozpaczony odwróciłem się w tamtą stronę i jeszcze raz ujrzałem Annabeth. Tym razem leżała na plecach, głowę opierała o głaz, a z jej lewego boku obficie leciała krew. Ostatkiem sił odwróciła głowę w moją stronę i odezwała się ochrypłym głosem:
– Percy... pomocy. Proszę.
   Nagle wszystkie trzy dziewczyny zaczęły mówić naraz:
– Percy, pomocy...
– Pomóż mi!
– Gdzie byłeś do tej pory?!
– Błagam...
– Nie dam rady bez ciebie.
– Zrób coś!
– Proszę!...
   Czułem, jak to wszystko zaczyna mnie mocno przerastać. Złapałem się za głowę i zacisnąłem oczy, a towarzyszyły temu jęki, krzyki i prośby mojej dziewczyny. Wśród chóru tych głosów ponownie poczułem czyjś oddech na skórze. Kobieta, której twarzy ani imienia nie potrafiłem sobie przypomnieć, wyszeptała mi do ucha:
– Ontario.


***


   Wstałem gwałtownie z łóżka, trzęsąc się niekontrolowanie.
Annabeth – powiedziałem rozgorączkowany. Szybkim ruchem odgarnąłem kołdrę i podniosłem się z posłania. Byłem cały spocony, ale nie miałem czasu na prysznic. Założyłem spodnie i koszulkę Obozu Herosów, w czym bezustannie przeszkadzały mi trzęsące się dłonie, a w międzyczasie spojrzałem na zegar wiszący nad moim łóżkiem. Dochodziła siódma rano. Miałem nadzieję, że Chejron już nie śpi.
   Na sąsiednim łóżku Tyson przetarł oko i spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
– Cześć. Już idziesz na śniadanie? Jest trochę wcześnie – zauważył.
– Nie idę na śniadanie, Wielkoludzie – powiedziałem, wiążąc w pośpiechu buty. – Idę do Wielkiego Domu.
– Po co? – zapytał i podrapał się po głowie.
– Chodzi o Annabeth. Potem ci wszystko wyjaśnię – obiecałem i wybiegłem z domu.
   Na terenie obozu jeszcze nikt się nie pojawił, z wyjątkiem strażników stojących przy granicy i Sośnie Thalii. Z tej odległości widziałem zaledwie zarysy ich ciał, mimo to pomachałem im. Po chwili dostrzegłem, jak oni również mi machają. Uśmiechnąłem się przelotnie i pobiegłem dalej.
   Dotarłem do Wielkiego Domu w ekspresowym tempie. Lekko zdyszany zapukałem do drzwi. Na szczęście nie musiałem długo czekać. Po chwili klamka poruszyła się ze zgrzytem i drzwi się otworzyły.
   W wejściu stanął Pan D., ubrany jedynie w szlafrok w tygrysi wzór i różowe, puchate kapcie. W jednej ręce trzymał gazetę, a w drugiej kubek z kawą.
– Och, Peter Johnson. Witaj – rzekł bez entuzjazmu i spojrzał na mnie znudzony.
   Poczułem, jak coś się we mnie gotuje.
Percy Jackson, proszę pana. Nazywam się Percy i dobrze pan o tym wie – powiedziałem, starając się hamować gniew.
– Nieważne. Czego chcesz? – spytał i wziął łyka kawy.
– Muszę porozmawiać z Chejronem. Teraz. – Zaczynałem się niecierpliwić.
   Dyrektor obozu przyjrzał mi się i powoli, niespiesznie odwrócił się i poczłapał do salonu. Nie udzielił mi pozwolenia na wejście, ale uznałem, że skoro zostawił otwarte drzwi, to jest to dość jednoznaczne.
– Chejronie, chodź tutaj. Ten knypek chce z tobą pomówić.
   Chejron wyjechał na wózku inwalidzkim ze swojej sypialni, ubrany w brązową marynarkę i zwykły podkoszulek. Na mój widok uśmiechnął się.
– Och, witaj Percy. Dionizosie, dzień dobry. Czy rozmawiałeś wczoraj z tymi nimfami? Poszedłem wcześniej spać i zapomniałem cię o to spytać .
– Ty zapomniałeś spytać, ja zapomniałem zrobić – burknął Pan D.
– To poważna sprawa – westchnął centaur. – Te dziewczęta rozpraszają obozowiczów podczas treningu oraz poza nim.
– To nie moja wina – obruszył się bóg.
– Ale trzeba coś z tym zrobić.
– Ty z nimi gadaj. Ja nie idę. Ostatnio było tak samo. ,,Och, Dionizosie, tamta nimfa jest taka denerwująca. Ktoś powinien z nią pogadać". No i oczywiście polazłem do niej, a że była ładna... Nikt mnie wcześniej nie uprzedził, że jest niedostępna, a ona sama też nie wspomniała o tym ani słowem! Ale tak zawsze jest, że to tym niewinnym się dostaje. No i trafiłem tu na całe sto lat!  – zakończył gniewnie.
– Och, Dionizosie... – zaczął Chejron miękkim, pouczającym głosem.
– Nie mów do mnie tak, jak do tych bachorów.
– Jesteś teraz dyrektorem obozu i musisz coś z tym zrobić.
– Ty to zrób – rzekł bóg i założył ręce na piersi, wyglądając przy tym jak przedszkolak.
– To twoje zadanie.
– Wcale nie.
– To twój obowiązek!
– Mam to gdzieś.
– Nie...
   W tym momencie coś we mnie pękło. Zacisnąłem pięści, zgrzytnąłem zębami i, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, co robię, opuściłem powieki. W tej samej chwili ze wszystkich kranów, rur i akwariów w Wielkim Domu wytrysnęła woda.
   Od razu otworzyłem oczy i przyglądałem się przez parę krótkich sekund, jak woda obryzguje czerwoną twarz Pana D. Rozluźniłem dłonie i ramiona.
   Woda momentalnie się uspokoiła.
– Czyś ty zgłupiał?! – zaskrzeczał ze złością dyrektor i zaczął kląć głośno, chodząc w kółko i wymachując rękoma, a ja, wbrew rozsądkowi, zignorowałem go i spojrzałem poważnie na mojego nauczyciela.
– Chejronie – powiedziałem. – Annabeth ma kłopoty.



********************************************************


Bam, bam, bam, BAAAM.
Wow, nawet się na czas wyrobiłam. Nie wierzę xD.
W tym rozdziale rozwinęłam nieco temat Annabeth. Wiem, że wielu z Was odczytywało wcześniejsze zachowanie Percy'ego jako kompletny brak zainteresowania jej osobą, jednak mam nadzieję, że teraz wyciągniecie inne, odpowiednie wnioski i zobaczycie, że jemu naprawdę na niej zależy, w dalszym ciągu ;). Poza tym, że jestem ciekawa, czy Wam się podobał całokształt, to chciałabym, abyście powiedzieli, czy Waszym zdaniem dobrze odwzorowałam postacie drugoplanowe :). Ich zachowanie, sposób bycia, sposób wysławiania się... no, sami wiecie ;).
No dobrze, to by było na tyle.
Trzymajcie się, herosi.
Czytajcie.
Komentujcie.
Obserwujcie (tak wielu czytelników, a tak mało obserwacji. Coś mi tu nie gra...).

Xoxoxoxo :*
Annabell di Angelo

niedziela, 1 stycznia 2017

One-Shot na życzenie #2

   Cześć wszystkim!
   Bardzo długo nie dodawałam żadnych postów, wiem, ale wiecie jak to jest szkoła, dojazdy, święta, klasówki 10 razy w tygodniu, ciągły pośpiech, wyjazdy i brak czasu to nie najlepsza mieszanka do regularnego prowadzenia bloga. Ale naprawdę staram się jak mogę, żeby wydobyć trochę czasu na pisanie i przepisywanie rozdziałów ;). Myślę, że wielu z Was rozumie moją sytuację, bo sami też często macie podobnie. Na pocieszenie powiem Wam, że rozdział dziesiąty jest już napisany jakoś w 1/4 i myślę, że zdołam go opublikować przynajmniej w ciągu dwóch tygodni. Także trzymajcie kciuki, żeby się pojawił, i to jak najszybciej! :).
   Co do posta: dedykacja dla Betona, inaczej Ducha Moich Przodków, która złożyła zamówienie na niego jako druga (Beton to dziewczyna, żeby było jasne xd).


   A teraz czas na życzenia noworoczne!


  Z okazji Nowego Roku 2017 życzę Wam, moi kochani, mnóstwa uśmiechu na twarzy, abyście spełniali swoje marzenia i ambicje, wielu sukcesów, żebyście ukończyli ten rok szkolny z jak najlepszym wynikiem. Niektórzy z Was idą w tym roku do nowych szkół, inni na studia, więc mam nadzieję, że dostaniecie się do wybranych przez siebie uczelni bez żadnych problemów. Życzę Wam również samych życzliwych ludzi i oddanych przyjaciół, a także spełnienia marzeń, szczęścia, pomyślności i bo to chyba najważniejsze zdrowia ;).

   A teraz przejdźmy do czytania!
   Enjoy ;)


Prezentowy One-Shot #2

*Perver (Percy + Grover)*


– Przykro mi, że tak to się kończy – powiedziałem, pomagając Annabeth w pakowaniu jej rzeczy.
– Mi też – odparła smętnie. – Wiesz... może tak miało być. – Odgarnęła włosy z twarzy. – Być może Trzy Mojry właśnie taką zapisały nam przyszłość. Kiedy myślę o tym w ten sposób, jest mi łatwiej. – Głos lekko jej się załamał. – Ale... nie  żałuję, Percy. Niczego.
   Uśmiechnąłem się do niej smutno.
– Ja też nie żałuję. I chciałbym, żebyśmy dalej byli przyjaciółmi, Ann. Jesteś jedną z najbliższych mi osób, wiesz o tym. Nie chcę tego stracić – powiedziałem i w napięciu poczekałem na jej reakcję.
   Spojrzała na mnie, przygnębiona i markotna, ale wygięła lekko kąciki ust w delikatnym uśmiechu i wyciągnęła do mnie ręce. Podszedłem do niej i przytuliłem ją mocno. Zaśmiała się cicho.
– To nie jest pożegnanie. Prawda? –spytałem niepewnie, czując się coraz bardziej zrozpaczony.
– Oczywiście, że nie. Niedługo znów się zobaczymy, Glonomóżdżku – powiedziała. Starała się utrzymać uczucia na wodzy, ale jej oczy, pomimo ogromnych starań, zaszkliły się.
   Nie miałem bladego pojęcia, co powinienem zrobić.
   Gdybym dalej był jej chłopakiem, mógłbym ją przytulić, pocałować w czoło i powiedzieć, że wszystko się jakoś ułoży, i że razem damy radę przez to przebrnąć. I bym ją przytulał tak długo, aż w końcu przestałaby płakać, a potem złapałbym ją za rękę i poszlibyśmy nad jezioro. I ona czułaby się lepiej, a ja tak samo. Następnie zadawałbym jej różne pytania, często banalne i oczywiste, ale ona by się tylko uśmiechała i z zadowoleniem odpowiadała na nie, aż w końcu całkowicie zapomniałaby o swoich smutkach.
   Ale już nie mogłem tak zrobić.
   Spojrzałem na nią zmieszany i rozerwany od środka, myśląc gorączkowo, co robić, ale ona zdążyła się opanować. Wytarła oczy, a ja podniosłem jej walizki. Wynieśliśmy wszystkie jej rzeczy z domu w Nowym Rzymie, w którym razem mieszkaliśmy od dwóch lat. Czułem, że będę się tam czuł bez niej bardzo samotny. Mieszkanie będzie takie puste i ciche. Miałem wrażenie, jakby jakieś żelazne ręce zaciskały się wokół mojego żołądka, gardła i serca.
   Zapakowałem jej walizki do bagażnika w taksówce, która miała ją odwieźć do domu w San Francisco.
– To już chyba wszystko – powiedziała Annabeth. – Słuchaj, Percy... odzywaj się czasem. W dalszym ciągu miło mi będzie, jeśli mnie odwiedzisz. Oczywiście nie od razu, ale... za jakiś czas. Jak już ochłoniemy po ostatnich wydarzeniach. – Córka Ateny schowała ręce w kieszenie spodni.
– Jasne. Najpierw... To znaczy, chyba powinniśmy odpocząć od siebie.
– Tak, chyba tak – odparła i na chwilę zapadła niezręczna cisza.
   Przeczesałem ręką włosy, troszkę zestresowany. W końcu zebrałem się w sobie i powiedziałem:
– Nie stracimy kontaktu, Annabeth. Obiecuję.
   Spojrzała na mnie i przełknęła ślinę. A potem, niezwykle oficjalnie i z dystansem, wyciągnęła do mnie rękę na pożegnanie.
– To... do zobaczenia – rzekła zduszonym głosem.
   Potrząsnąłem jej ręką.
– Do zobaczenia, Mądralińska.
   Odwróciła się i już miała wsiąść do samochodu, ale w ostatniej chwili zatrzymała się. Przez parę sekund stała w miejscu, po czym podbiegła do mnie i pocałowała mnie w policzek – ostatni raz. Następnie bez słowa odsunęła się ode mnie i usiadła na siedzeniu pasażera w taksówce.
   I odjechała.
   Długo jeszcze patrzyłem w ślad za nią. Słońce zaczęło zniżać się ku horyzontowi, gdy zadzwoniłem do mojego najlepszego kumpla, Grovera.
– Halo? Siema, stary. Wpadniesz do mnie? Muszę koniecznie napić się czegoś mocnego.

***

– No dobra, mam co trzeba – powiedział na przywitanie satyr i postawił reklamówki z alkoholem na stole.
– Po prostu czytasz mi w myślach – odparłem wyczerpany, wyciągając jedną z butelek.
– Oj uwierz, chłopie, obu nam się przyda – rzekł Kozłonóg smętnym głosem.
   Spojrzałem na niego uważnie, wyciągając szklanki.
– Coś nie tak z Kaliną? – spytałem.
– Ha, żebyś wiedział – prychnął. – Zdradzała mnie od pół roku, rozumiesz? I to z innym satyrem!
– Zdradzała cię? – osłupiałem. – Z kim?
– Z tym nowym, niejakim Joshem. – Niemalże wypluł jego imię. – Co z tego, że ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu i mięśnie jak ci faceci z okładek magazynów sportowych? Ja mam za to piękniejsze kopyta. – Spojrzał na swoje odnóża i pociągnął nosem. – No powiedz, że mam piękne kopyta – jęknął z desperacją.
   Poklepałem go po ramieniu.
– Nie łam się, stary. Ona nie jest warta twoich łez.
– Ale nie powiedziałeś, że mam piękne kopyta – mruknął niezadowolony.
– Nie mnie to oceniać, Kozłonogu – odparłem i podałem mu szklankę z alkoholem.
   Satyr wypił wszystko jednym duszkiem i z trzaskiem odstawił naczynie na stolik.
– A co z wami? Bo chyba nie bez powodu nie ma tu rzeczy Annabeth.
   Opowiedziałem mu całą historię.
– Dziewczyny są do bani – powiedział, gdy skończyłem.
– No, mają swoje wady i zalety. Ale ja i Annabeth ustaliliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi – dodałem żałośnie.
– No tak, tak, ale zobacz. Ona tak po prostu stwierdziła, że to koniec.
– Nie no, coś tam mówiła, że między nami nie ma już tej chemii i... coś tam jeszcze. Szczerze mówiąc, byłem tak oszołomiony, że jej nie słuchałem. – Wypiłem drugą szklankę napoju, po czym otworzyłem kolejną butelkę i polałem sobie oraz Groverowi. Wznieśliśmy ponuro toast. – W sumie – rzekłem w zamyśleniu – masz rację. Dziewczyny są do bani.
– Ja też tak sądzę.
– Ustalmy coś: już nigdy nie będziemy zarywać do dziewczyn. No bo do czego one nam są potrzebne?
– Dokładnie! – krzyknął satyr. Ponownie się napiliśmy. – Faceci są lepsi!
– Zdecydowanie – przyznałem, bełkocząc lekko. Sięgnąłem po butelkę, ale okazało się, że była pusta, więc otworzyłem nową. Zrobiłem nam nowe drinki i wypiłem swojego. Który to był? Czwarty? Może piąty? Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie jestem już mocno pijany, ale po chwili namysłu stwierdziłem, że nawet jeśli jestem, to kolejny drink mi nie zaszkodzi. – Nie powinniśmy tracić czasu na kobiety. One są takie... nieczułe – rzekłem powoli. – Przychodzą i rozpalają facetów, by potem w punkcie kulminacyjnym zgasić ich jednym zdaniem.
   Grover spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
– Z  czego s-się cieszysz? – spytałem oburzony. – Nie ma się z czego ś-śmiać, dupku. Jesteś do ban-ni – powiedziałem zranionym głosem i czknąłem.
   Po paru sekundach Grover zaczął płakać.
– Masz rację – zabeczał. – J-jestem okropnym przyjacielem. – Wytarł nos o rękaw. – Polej mi jeszcze.
– Teraz to ty masz rację – zachlipałem. –Jesteś okropnym przyjacielem. Ale ja też – powiedziałem i załkałem głośno.
– To prawda!
– Oboje jesteśmy siebie w-warci – stwierdziłem zgorzkniałym tonem. Czułem, jak język mi się plącze i zmienia w kołek utrudniający mówienie.
– Bogowie nas muszą nienawidzić, że tak nas pokarali – jęknął mój kumpel.
– Pewnie tak. Al-le wiesz co, Kozłonogu? – Położyłem mu dłoń na ramieniu.
– No?
– Jesteś naj-lepszą rzeczą, jaka mnie w ży-życiu spotkhała – wybełkotałem, starając się mówić jak najwyraźniej.
– Naprawdę? – odparł wzruszony.
– Tak – powiedziałem pewnie i pokiwałem energicznie głową. – Najlepszą.
– To takie miłe z twojej strony, wiesz? – powiedział i czknął.
– Wiem.
– Powiedz mi – zaczął, – czy ty też czujesz taką pustkę w środku?
   Kiwnąłem głową, pijąc. Gdy ujrzałem dno szklanki, wzruszyłem beznamiętnie ramionami i rzuciłem ją za siebie. Roztrzaskała się, jak się później okazało, o ścianę. Ale nie przejąłem się tym zbytnio; miałem to w nosie, szczerze mówiąc. Po chwili, kompletnie nie przejmując się etykietą, wziąłem butelkę i zacząłem pić z gwinta.
– Musimy ją czymś wypełnić – zamyślił się Grover i potarł podbródek.
– Alkohol wydaje mi się dobrym pomysłem, wiesz?
– To za mało – prychnął satyr.
– Wiem! – wykrzyknąłem, wstając gwałtownie z miejsca. Zatoczyłem się, ale kontynuowałem, wskazując palcem na Grovera. – Zostańmy parą, przyjacielu. – I czknąłem.
   Zamyślił się.
– A co z naszą męskością? Geje nie są zbyt męskie – wybełkotał i zamrugał oczami.
   Machnąłem niedbale ręką.
– Nadal bhędziemy męscy. Podbijemy świat swoją męskhością. I pokażemy tym babom, na co nas stać, a czego one w nas nie doceniły!
– Dobra! – krzyknął. – Pokażmy im!
– Tak jest! – Podałem mu nową butelkę, a on wstał. – I niech żałują!
– Dokładnie!
   Stuknęliśmy się butelkami, po czym się z nich napiliśmy. Następnie Grover spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko. A potem mnie pocałował.
   Kiedy się już ode mnie odsunął, zmrużyłem oczy w zastanowieniu.
– To było troszkę dziwne.
– Przywykniemy – zapewnił mnie.
– Okej, wierzę ci. To co teraz? – spytałem, patrząc na niego. ,,Kozłonóg?", pomyślałem niepewnie, gdy zaczął mi się rozmywać przed oczami. ,,Tak, to chyba nadal on".
– Teraz... – Beknął i zasłonił ręką usta. – Muszę do łazienki. Chyba przedobrzyłem.
   Pokiwałem głową ze zrozumieniem, a mój kumpel – nie, nie kumpel, chłopak poleciał do toalety. Walnąłem się na kanapę w salonie, przyglądając się przez dłuższą chwilę butelce.
– Dziewczyny są do bani – mruknąłem do niej.
   I zasnąłem.


*****************************************

Ta daaaaaa :D.
I jak, podobało się? Mam nadzieję, że tak, więc piszcie w komentarzach, co sądzicie ;). To było dość specyficzne opowiadanie, inne i... dziwniejsze? Tak, chyba o to chodzi xD. Ale jestem w sumie zadowolona z tego, co tutaj wyszło. A wy?
Trzymajcie się, herosi.
Czytajcie.
Komentujcie.
Obserwujcie.
I do następnego! :D

Xoxo,
Annabell di Angelo

niedziela, 20 listopada 2016

ROZDZIAŁ IX

   Benvenuto, brava gente. Przybywam do Was z nowym rozdziałem IX. Cieszycie się? :>
  Przyznaję, że ciężko mi się go pisało. Przez jakiś miesiąc skrobałam samą pierwszą stronę, aż w końcu się przełamałam i spisałam resztę w kilka dni. Jakiegoś przyspieszenia chyba dostałam, nie wiem xD.
   No dobrze, w każdym razie życzę miłego czytania :).
   Enjoy ;)


Rozdział IX

*Oczami Natalie*


   Kolekcja Nica naprawdę robiła wrażenie.
   Miał zestaw wszystkich kart i figurek, jakie można było zdobyć w tej grze, łącznie z dodatkami. Wszystkie one ledwo mieściły się na drewnianych półkach w małym pokoiku w domku trzynastym, który Nico nazwał Pokojem Wspomnień. Miał tam mnóstwo innych starych i na pozór niepotrzebnych rzeczy, na przykład lekko podartą, zdobioną czarną pelerynę z lat czterdziestych z dziurą w kapturze albo małą dziecięcą grzechotkę, dość staromodną. I ciemny kapelusz, jaki dawniej nosiły wytworne damy, jeszcze przed II wojną światową, który wisiał na podniszczonym wieszaku z ciemnego drewna. I skrzynię wypełnioną pamiątkami rodzinnymi. Wszystkie te rzeczy, pomimo swej starości i niekiedy dość złego stanu, miały w sobie pewien urok i czar - były pełne tajemnic, dawnych i nieznanych nikomu z wyjątkiem ich właściciela, a każda z nich przyciągała jak magnes, kusząc i wołając, spragnione tego, by ktoś w końcu wyciągnął je na światło dnia i wyjawił ich historię.
   Byłam tak strasznie ciekawa tych sekretów.
   Od czasu do czasu pytałam Nica o historie i pochodzenie różnych przedmiotów. O niektórych opowiadał szczegółowo i długo, z innymi się wstrzymywał. Kiedy spytałam, dlaczego nie chce o nich mówić, zacisnął tylko wargi i pokręcił głową. Nie chciałam być wścibska, więc nie naciskałam.
   Pokój Wspomnień był, mimo wszystko, bardzo przytulny i czułam się w nim komfortowo. Przechadzaliśmy się swobodnym, powolnym krokiem, nie przejmując się tym, że robiło się późno.
 - Co to jest? - spytałam w pewnym momencie i wskazałam na srebrny wisiorek z zawieszką z tego samego metalu, z wyszlifowanym kamieniem o głębokim granatowym kolorze, schowany w szklanej szkatułce, leżącej na aksamitnej poduszeczce.
   Nico przyjrzał mu się uważnie i uśmiechnął lekko.
 - Och, zapomniałem o tym.
   Otworzył delikatnie szkatułkę i ostrożnie wyciągnął wisiorek, kręcąc głową z niedowierzaniem.
 - Bogowie, byłem pewny, że to zgubiłem. - Spojrzałam na niego pytająco, więc szybko wyjaśnił. - Nie wchodzę tu zbyt często, ostatnio byłem tu jakieś dwa lata temu. Ten natłok wspomnień zawsze mnie przytłaczał.
   Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
 - Wiesz, jakby co, to możemy wyjść, tylko powiedz.
   Uśmiechnął się do mnie i ponownie spojrzał na naszyjnik.
 - Dzięki, ale chyba już nie ma takiej potrzeby. - Zrobił krótką pauzę. - To - pokazał medalik, - dostałem od mamy, kiedy byłem dzieckiem. Miał za zadanie mnie chronić w razie niebezpieczeństwa. To coś w rodzaju amuletu.
 - Twoja mama naprawdę się o ciebie troszczy. - Uśmiechnęłam się ciepło.
 - Raczej troszczyła - mruknął z cichym westchnieniem chłopak.
 - Więc twoja mama...
 - Nie żyje - dokończył bez emocji.
 - Och, przepraszam - odparłam po chwili i uniosłam rękę do ust. Poczułam się okropnie. Zastanawiałam się gorączkowo, co w takiej sytuacji powinnam powiedzieć lub zrobić, ale nie miałam pojęcia.
   Nico chyba zauważył moje zmieszanie i zmartwienie, bo powiedział:
 - Hej. - Objął mnie lekko ramieniem. Był to tak czysto przyjacielski gest - wiedziałam to - ale mimo to cała się spięłam. Chłopak spojrzał na mnie, najwyraźniej tego nie zauważając. - Nic się nie stało. Naprawdę. Minęło wiele lat odkąd jej nie ma, nie przejmuj się. Ból po jej stracie zdążył już zelżeć.
 - Ale nie minął, prawda? - Syn Hadesa pokiwał głową, odsuwając się i stając przodem do mnie. - Przepraszam, naprawdę. Nie powinnam była pytać o takie rzeczy.
 - Przecież nie wiedziałaś - zauważył.
 - Tak, ale...
 - Natty, nic się nie stało - powtórzył i wzruszył ramionami, a następnie odłożył medalik.
 - Strasznie fajnie było to wszystko zobaczyć. Lubię stare rzeczy. - Uśmiechnęłam się i schowałam ręce do kieszeni jeansów. 
 - Strasznie fajnie było znów tu przyjść - dodał Nico i zaczął zamykać wszystkie szafki i skrzynki. Mimo że żadne z nas nie wspomniało o wyjściu, wiedzieliśmy, że nie możemy tu dłużej siedzieć. - Chodź, jesteśmy już spóźnieni na kolację. Nie wiem jak ty, ale ja zrobiłem się głodny - rzekł lekko i otworzył przede mną drzwi. Dygnęłam żartobliwie i z uśmiechami na twarzach poszliśmy do kantyny.
   Po kolacji pożegnałam się z Nickiem i poszłam do swojego domku, by zdążyć przygotować się do śpiewów przy ognisku. Musiałam zabrać nuty, śpiewniki i gitarę.
   Niestety, to nie ja miałam na niej grać. Potrafię grać na skrzypcach, altówce, pianinie, lutni i mandolinie, ale za nic na świecie nie mogę się nauczyć gry na gitarze. A mówią, że to jeden z najprostszych instrumentów.
   Bzdura.
   Spojrzałam na gitarę  i westchnęłam głęboko, po czym podniosłam go i zaniosłam Sabrinie.
   Z Sabi jest z kolei sytuacja odwrotna: potrafi grać na gitarze, i to całkiem dobrze, ale tylko akordami, a inne instrumenty nie interesują jej zbytnio, a przynajmniej nauka gry na nich. Jej umiejętności i zdolności kierują się w drugą stronę, jest ona bowiem niezastąpioną lekarką obozową, lubi biologię, chemię i matematykę - taki trochę umysł ścisły. Sabrina uwielbia słuchać muzyki, ale jej tworzenie już nie tak bardzo ją pociąga. Lecz, mimo wszystko, przy obozowych piosenkach, do których potrzebne są właśnie akordy gitarowe, ona sprawdza się o wiele lepiej ode mnie.
   Podeszłam do siostry i  wręczyłam jej gitarę.
 - Och, dziękuję - powiedziała i uśmiechnęła się. - Jesteś już gotowa?
 - Tak, prawie. Muszę jeszcze tylko założyć wisiorek.
 - Ściągnęłaś go? Jak mogłaś? - zapytała z wyrzutem. Zawsze się dąsa, gdy go ściągam, i vice versa, ponieważ jedna z czterech zawieszek - liść dębu - była prezentem od niej na moje piętnaste urodziny, z kolei druga to zawieszka z rysunkiem runy *parabatai, oznaczającej przywiązanie, przyjaźń i braterstwo. Kupiłam takie dwie - jedną dla mnie, drugą  dla niej - i obie staramy się z nimi nigdy nie rozstawać.
 - Sabi, nie mogę go nosić bez przerwy, przecież wiesz. 
 - Ja swój noszę ciągle - oświadczyła. - No dobra, nie ciągle, ściągam go do spania, no ale wiesz. Tak w środku dnia? - Pokręciła głową z udawaną dezaprobatą.
 - Już go zakładam, już... - Przewróciłam oczami i pobiegłam do pokoju.
   Dziesięć minut później siedziałyśmy na ławkach przy ognisku. Inni także przyszli, więc z zadowoleniem sięgnęłam po śpiewniki i zaczęłam je rozdawać.
   Wieczór minął - jak zwykle - miło i przyjemnie. Sabrina i Will grali na gitarach, a Austin podgrywał im na flecie. Mniej więcej w połowie zabawy przyszli bracia Hood'owie, którzy przyszli, by poopowiadać żarty, wykonywać sztuczki, popisać się przed ładnymi dziewczynami, a w międzyczasie też coś zwinąć. Biedna Miranda nawet nie zauważyła, kiedy zniknęła jej broszka.
   Nagle coś przykuło moją uwagę. Nie zauważyłam, kiedy Will zniknął, ale jego gitara stała samotnie oparta o ławkę. Sekundę później dostrzegłam jakiś ruch za drzewami. Od razu pomyślałam, że to mój brat - co było nieco głupie, bo równie dobrze mógł to być ktoś zupełnie inny. Mimo to, kierowana ciekawością, a może przeczuciem, wstałam i po cichu, starając się nie zwracać na siebie uwagi, podążyłam w stronę podejrzanego miejsca.
   Było już późno i ciemno, a z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej oddalałam się od tego wesołego grona przyjaciół i ogniska. Im bliżej lasu byłam, tym bardziej czułam adrenalinę i lęk, krążące w moich żyłach. Żałowałam, że nie mam przy sobie broni. Ciężar sztyletu zwisającego z mojego lewego boku na pewno dodałby mi otuchy. Ukryte ostrza też nie byłyby złe.
   Trzy metry, dwa, jeden... zawahałam się. A co, jeśli tam był potwór? Chejron często wpuszczał pojedyncze monstra do obozu, żebyśmy mogli na nich poćwiczyć i sprawdzić się w walce. Zazwyczaj nie były one bardzo groźne, o ile miało się broń przy sobie. Ja nie miałam nic. Wejście głębiej mogło równie dobrze sprowadzać się do nagłej i nieprzyjemnej śmierci.
   Potrząsnęłam głową i zacisnęłam dłonie w pięści. ,,Nie bez powodu Chejron uczył cię taekwonda", powiedziałam sobie i ruszyłam przed siebie.
   Między drzewami było jeszcze ciemniej. Rozglądałam się wokoło, ale nie zauważyłam nic podejrzanego. Po paru minutach błądzenia przystanęłam i zaczęłam nasłuchiwać. Przez moment było całkowicie cicho - po czym niespodziewanie, na prawo ode mnie, trzasnęła gałązka.
   Odwróciłam się błyskawicznie i, ku mojemu ogromnemu zdumieniu, zobaczyłam Piper, Willa i Nica.
   Cała nasza czwórka znieruchomiała. Wytrzeszczyłam oczy, spoglądając na każdego po kolei.
   Piper jako pierwsza się ocknęła.
 - Eee, cześć Natty - przywitała się, starając się wyglądać naturalnie i pogodnie. - Co tutaj robisz?
 - A wy? To wygląda jak zebranie jakiegoś gangu - odparłam, przyglądając im się uważnie.
 - Nie, nie, to... - Piper starała się znaleźć słowa. - My... spotkaliśmy się tu.
 - Po co?
 - Zetknęliśmy się przypadkiem - powiedział beznamiętnie Nico i wzruszył ramionami, po czym wbił wzrok w ziemię i kopnął kamień leżący w trawie.
 - Przypadkiem? W środku lasu, wieczorem? - nie dowierzałam.
   Will, który do tej pory nie włączał się w dyskusję i wpatrywał się w swoje buty, uniósł gwałtownie głowę i powiedział ostro:
 - Natalie, nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa.
   Przez krótką chwilę się w niego wpatrywałam, po czym prychnęłam.
 - Okej - odparłam. - Nie ma sprawy. Wybacz, że się niepokoiłam o twoje nagłe zniknięcie  i poszłam cię szukać.
 - Wybacz, ale chyba mam już siedemnaście lat i mogę bez przeszkód przejść się samemu wieczorem po lesie - odparł, podnosząc głos.
 - No nie tak ,,samemu" - skomentowałam.
   Will stracił cierpliwość.
 - Dobra, słuchaj, dziękuję, że się tak o mnie troszczysz, ale teraz naprawdę powinnaś już iść.
 - Uspokój się - odezwał się cicho Nico. W jego głosie brzmiała ostrzegawcza nuta.
 - Hej, spokojnie - powiedziała Piper, starając się złagodzić nieco ciężką atmosferę. Spojrzała na mnie z czymś, co niepokojąco przypominało współczucie. - Chłopcy wyjaśnią ci wszystko w swoim czasie. Ja przypadkowo się o tym dowiedziałam przed chwilą, ale to nie moja sprawa, więc to nie do mnie należy obowiązek powiedzenia ci o tym. - Spojrzała dobitnie na Willa.
 - Czekaj. O czym ty mówisz? - spytałam, nic nie rozumiejąc. Spojrzałam na chłopców. - Handlujecie jakimś nielegalnym towarem czy jak? O co chodzi?
   Mój brat parsknął niespodziewanie śmiechem.
 - Nie, uwierz, to jest całkowicie legalne, a przynajmniej tak mi się wydaje - powiedział, najwyraźniej bardzo tym rozbawiony.
   Nico zgromił go wzrokiem. Syn Apolla trochę spoważniał, ale w kącikach jego ust ciągle tańczył uśmiech.
   Czarnowłosy pokręcił głową, po czym skierował wzrok na mnie. Jego spojrzenie zmiękło.
 - Niczym nie handlujemy, Natty. To działka dzieci Hermesa. Widzisz, tutaj chodzi o... o coś innego.
   Patrzyłam, jak z gracją odgarnia włosy z czoła, po czym zagryza wargę i nerwowo patrzy na Willa, ten z kolei wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć: ,,Ty zdecyduj". Kątem oka widziałam też Piper, stojącą nieco na uboczu, która patrzyła na całą tę scenę z dziwnym, nieokreślonym smutkiem.
   Chwila przeciągała się i dłużyła niemiłosiernie, jakby na ten jeden moment wszystkie zegary na świecie spowolniły ruch swoich wskazówek.
 - Ja nie mam z tym problemu, więc jeśli jesteś gotowy, możesz jej wszystko powiedzieć.
   Nico stał w miejscu niepewnie, zagryzając uroczo wargę. Jego oczy miały intensywny kolor, jaśniały nawet w tych ciemnościach. Nagle moje myśli zaczęły odbiegać w inną stronę. Przyjrzałam się twarzy syna Hadesa: jego kościom policzkowym, prostemu nosowi, delikatnie zarysowanym ustom, gęstym rzęsom okalającym jego obsydianowe oczy. Myślałam o tym, jak przyjemnie byłoby zatopić palce w tych rozwichrzonych włosach...
   Stop, Natalie. Stop.
   Wtedy ze strachem zdałam sobie sprawę z uczucia, które zaczęło we mnie kiełkować. Nico i ja znaliśmy się zaledwie od niecałych dwóch tygodni, to prawda. Ale odkąd mnie uratował zdążyliśmy się mocno zaprzyjaźnić. Świetnie się ze sobą dogadywaliśmy. Rozumieliśmy się nawzajem.
   Bycie zakochanym i bycie zauroczonym to dwie różne sprawy. Zauroczenie to taki wstęp do czegoś głębszego i ważniejszego - miłości. Ja nie jestem zakochana w Nicu. Nie rzuciłabym wszystkiego tylko po to, by móc się z nim zobaczyć. Nie poszłabym wszędzie tam, gdzie on, żeby móc być z nim. A czy oddałabym za niego życie? Możliwe, ale nie z powodu mojej miłości do niego, tylko dlatego, że jestem mu to winna.
   Ale nie mogłam już nic poradzić na to, że Nico di Angelo mi się spodobał. Kości zostały rzucone.
   Otrząsnęłam się nieco z zadumy, gdy syn Hadesa spojrzał na mnie, wzdychając ciężko.
 - Myślę - zaczął ponuro, - że zachowalibyśmy się nie w porządku, gdybyśmy teraz jej wszystkiego nie wyjaśnili. 
 - Więc o co chodzi? - spytałam zniecierpliwiona.
   Chłopcy spojrzeli na siebie, a Piper stanęła obok mnie.
 - Chodzi o to, że... - zaczął Will.
 - Ja i twój brat chodzimy ze sobą - wyrzucił w końcu Nico.
   Stałam nieruchomo, starając się przetrawić te słowa.
 - Co? - wydusiłam, a Will położył mi rękę na ramieniu.
 - Wiem, że jesteś zaskoczona, ale... spróbuj nas zrozumieć. Dla nas to też nie jest łatwe.
   Mrugałam powiekami, próbując się ocknąć z szoku. Jak to możliwe, że do tej pory nic nie zauważyłam?
   Jak to możliwe, że zauroczyłam się w chłopaku, który chodził z moim bratem?
   Zamknęłam oczy, bo na samą myśl o tym zrobiło mi się słabo.
 - Natty, wszystko dobrze? - zapytała córka Afrodyty.
 - T-tak, jest okej. - Spojrzałam na nią, siląc się na uśmiech. - Dzięki.
 - Na pewno? Wyglądasz, jakbyś miała zemdleć - zaniepokoił się Will.
 - Nie, nie, naprawdę. Jest dobrze. Cieszę się, że jesteście szczęśliwi, oboje. - Spojrzałam na brata z wysiłkiem i uniosłam kąciki ust.
   Will przytulił mnie.
 - Dziękuję - wyszeptał mi we włosy, tak, że tylko ja usłyszałam. Poklepałam go po plecach i spojrzałam na Nica. Uśmiechnęłam się do niego najszczerzej, jak mogłam, chociaż miałam wrażenie, jakby z każdą kolejną sekundą spędzoną z nimi coraz bardziej brakowało mi powietrza.
 - Nikomu nie powiem. Nie musicie się tym martwic - zapewniłam ich.
   Piper odprowadziła mnie do domku siódmego. Była bardzo przyjacielska i miła, w drodze praktycznie cały czas rozmawiałyśmy. Ona też była w szoku, choć nie w tak ciężkim jak ja.
 - Widzisz, już od jakiegoś czasu wiem, że Nico jest gejem - mówiła. - Gdy lecieliśmy na Argo II, wszyscy się bliżej poznaliśmy. On co prawda nie należał do Siódemki...
 - Wielkiej Siódemki - poprawiłam ją, na co ona machnęła ręką. - Jesteś zbyt skromna, Piper.
 - Jak zwał, tak zwał. W każdym razie, Nico mimo wszystko należał do drużyny. Później się dowiedzieliśmy, że był zakochany w Percy'm.
   Wybałuszyłam oczy.
 - Żartujesz.
 - Wcale nie. - Córka Afrodyty pokręciła głową. - Potem mu przeszło i zauroczył się w Willu. Nie wiedziałam jednak, że Will też jest homo - dodała na koniec.
   Pożegnałam się z Piper i ruszyłam do swojego pokoju. Pozostali byli jeszcze przy ognisku, w domku nie było nikogo poza mną.
 Mogłam sobie pozwolić na łzy.


********************************************


*parabatai - skorzystałam tutaj z książki ,,Dary Anioła" Cassandry Clare.


Koniec :). Piszcie w komentarzach, co o tym sądzicie. Podobało się? Jakieś błędy? Coś, gdzieś? xD.
A tak z innej beczki: kto oglądał dzisiaj ,,Krainę Lodu"?
* - Olaf, topisz się.
  - Bo dla niektórych to warto się roztopić.*
Przeurocze <3
No dobra, do kolejnego razu!
Trzymajcie się, herosi.
Czytajcie.
Komentujcie.
Obserwujcie.
Xoxo :*
Annabell di Angelo

środa, 2 listopada 2016

LBA #5

Liebster Blog Award #5


*werble proszę*


Witam i pozdrawiam, moi mili. Dzisiaj zasypię Was masą informacji, nie tylko z LBA, ale także indywidualnymi ;).
Dobrze, no ale przejdźmy do rzeczy.
Nominował mnie Kot Książkowy - dziękuję Ci ^^. Teraz czas na pytania:

1. Od jak dawna piszesz?

Cóż, właściwie to jakoś od dwóch lat. Pamiętam, że moja przygoda z pisaniem fan fiction zaczęła się na jednej z najnudniejszych lekcji języka polskiego, jakie w życiu miałam. Wyciągnęłam wtedy brudnopis i po prostu... zaczęłam tworzyć :).

2. Dlaczego masz akurat taki nick?

Hehe. No więc tak: chciałam, żeby mój nick był oryginalny, a przy tym, żeby miał w sobie cząstkę mnie. Oprócz tego jedną z moich ulubionych postaci książkowych była Annabeth Chase, więc kiedy obczaiłam, że w jej imieniu mam swoją cząstkę ( ,,Anna" to moje imię ;) ), zaczęłam kombinować i zmieniłam ostatnie literki. I tak wyszła Annabell. No i jako, że od samego początku uwielbiałam Nica, pożyczyłam sobie jego nazwisko xD.  I tak właśnie powstałam ja ^^.

3. Kto z twojego otoczenia wie, że prowadzisz bloga?

Na samym początku wiedziały tylko moje dwie przyjaciółki. Później dowiedziała się jeszcze jedna. Przez pewien czas utrzymywałam to w tajemnicy, również przed rodziną, ale któregoś wieczoru  im powiedziałam. Ale nigdy im go nie pokazałam. Opowiadanie widziały tylko moje najlepsze przyjaciółki, nikt poza nimi. Później, czasami, gdy ktoś pytał, czy prowadzę bloga, odpowiadałam, że tak, ale kiedy prosili, żeby im go pokazać, odmawiałam. Uważam to za coś bardzo intymnego i osobistego, jeszcze bardziej niż pamiętnik, dlatego jestem anonimowa i nie pokazuję tego innym ludziom (z wyjątkami).

4. Jak dużo książek czytasz w ciągu miesiąca?

Średnio wychodzi po 3-4 książki, takie powyżej trzystu stron (przynajmniej). Mam jakąś taką swoją niepisaną zasadę, że nie czytam cienkich książek, bo zbyt szybko się kończą.

5. W którym byłbyś dystrykcie (Igrzyska Śmierci), domu (Harry Potter), domku w Obozie Herosów (Percy Jackson), rodzie (Pieść Lodu i Ognia)? Dlaczego?

O kurczę.
a) dystrykt
Chciałabym być chyba w dystrykcie dziesiątym - hodowla zwierząt, mimo że nie jest łatwa, wydaje mi się jedną z lepszych możliwości. Nie wiem dokładnie, jakie jest podejście tamtejszych ludzi do Kapitolu i w ogóle, ale z tego co kojarzę, było tam wielu liberalistów - czyli ogólnie nie byłoby tak źle.
b) dom
Ravenclaw lub Gryffindor, ponieważ... nie wiem w sumie. To takie dwa najfajniejsze domy xD.
c) domek
Chciałabym być w domku Posejdona (uwielbiam wodę, morze, pływanie), Apolla (jestem duszą artystki) lub Hadesa (robi mnie ten klimat :3).
d) ród
Przyznaję, że nie czytałam tej serii. Ale trochę poszukałam informacji w necie i chciałabym być w rodzie Tyrrelów, bo mają fajny herb i dewizę xD. Naprawdę nie wiem, o co tam, chodzi, więc wybacz, ale tylko tym mogę się kierować ;).

6. Która z mitologii jest twoją ulubioną? Dlaczego?

Zacznijmy od tego, że interesują mnie niemalże wszystkie mitologie. Począwszy od greckiej i słowiańskiej, przechodząc przez rzymską i egipską, skończywszy na celtyckiej i nordyckiej. Ciekawią mnie również wierzenia Indian, Azteków itp. Ale mimo wszystko już chyba zawsze moją ulubioną mitologią pozostanie grecka.

7. Do którego świata książkowego/filmowego na pewno byś się NIE chciał przenieść? Dlaczego?

Na pewno nie chciałabym wejść do świata z ,,Igrzysk Śmierci", i to za nic. Podobnie nie chciałabym żyć w świecie ze ,,Star Wars'ów". Nie wyobrażam sobie po prostu siebie w takich miejscach, z takimi postaciami, z takimi wydarzeniami, które się tam dzieją.

8. Wymień swoje ulubione książkowe/filmowe postacie.

Będą tu stanowczo przeważać te książkowe ;).
Więc tak: Gilan, Will Treaty, Halt, lady Pauline, koniki i jeszcze kilka innych osób ze ,,Zwiadowców"; Simon Lewis, Jace Herondale, Magnus Bane, Isabelle i Alec Lightwood z ,,Darów Anioła"; Hal Mikkelson i reszta załogi z ,,Drużyny"; Percy Jackson, Annabeth Chase, Nico i Bianca di Angelo, Jason i Thalia Grace, Piper McLean, Leo Valdez, Hazel Lavesque, Frank Zhang, Chejron, Sally Jackson, Zoe Nightshade, Silena Beauregard, Charles Beckendorf i wieeeeelu innych z ,,Percy'ego Jacksona"; Carter i Sadie Kane, Anubis <3, Ziya Rashid,  Bastet, Iskandar, Jaz, Tauret, Filip Macedoński z ,,Kronik Rodu Kane"; Amy, Lou, Treg, w sumie wszystkie postacie główne, łącznie z końmi, z ,,Heartlandu"; Alex Steward, Rosie Dunne i Ruby z filmu/książki ,,Love, Rosie" (,,Na końcu tęczy"); Penny i Noah z ,,Girl Online"; Nikki, Chloe, Zoe i Brandon z ,,Dzienników Nikki"; Katniss Everdeen, Peeta Mellark, Finnick Odair, Annie Cresta, Haymitch Abernathy, Effie Trinket, Cinna, Caesar Flickerman, Rue z ,,Igrzysk Śmierci"; Beatrice Prior, Tobias Eaton, Natalie Prior, Christina i Tori z ,,Niezgodnej"; Syriusz Black, Fred i George Weasley, Luna Lovegood z ,,Herry'ego Pottera"; Geralt z Rivii z ,,Wiedźmina".
Uff, skończyłam!

9. A teraz ulubione pary.

Jeny, serio?? xD.
Dobra, masz: Percy i Annabeth, Silena i Charlie, Rosie i Alex, Annie i Finnick, Katniss i Peeta, Halt i Pauline, Simon i Izzy, Alec i Magnus, Jason i Piper, Hazel i Leo, jednocześnie Leo i Calipso xD, Sadie i Anubis, Carter i Ziya, Amy i Treg, Penny i Noah, Nikki i Brandon, Tris  i Cztery. Na razie to tyle ;).

10. Ile znasz języków?

Umiem mówić po polsku i angielsku (po angielsku w miarę płynnie), uczę się hiszpańskiego, włoskiego, niemieckiego i rosyjskiego.

11. Gdybyś mógł, to którą fikcyjną postać byś ocalił od śmierci? Dlaczego?

Syriusza, Freda, Biancę. Bo ich uwielbiałam, a oni bez większego powodu odeszli </3.



I to jest koniec pytań!

Ja z kolei nominuję:
3. Lakię


Moje pytania:

1. Czy masz w swoim pokoju obrazy, zdjęcia? Jeśli tak, opisz je.
2. Ile razy dziennie czeszesz włosy?
3. Jaką religię wyznajesz?
4. Czy ciebie i twoją przyjaciółkę łączą podobieństwa, czy też przeciwieństwa?
5. Lubisz ludzi?
6. Co zwykle jesz na śniadanie?
7. Ulubione skarpetki?
8. Masz wadę wzroku? Jaką?
9. Ulubiona herbata?
10. Cecha ludzka, której nie znosisz?
11. Ulubione zwierzę?

I to koniec z części LBA!
Gratuluję nominowanym, spisaliście się na swoich blogach ;). Nie zostaliście wybrani bez powodu.


A teraz kilka ogłoszeń.

Na początek: kolejny one-shot jest w trakcie tworzenia, ale nie wiem, kiedy go wstawię.

Kolejna sprawa: rozdział jest napisany jakoś w 2/3 i nie mam zielonego pojęcia, kiedy go skończę, kiedy wy będziecie mogli go przeczytać. Na pewno w tym miesiącu, ale kiedy dokładnie? Być może jeszcze w ten weekend, lecz nic nie mogę obiecać. Szkoła, zajęcia pozaszkolne, konkursy, dojazdy, koncerty, występy... rozumiecie, jest mało czasu, a już 23 listopada mam testy gimnazjalne. Jest bardzo duży nacisk w szkole i naprawdę nie wiem, czy uda mi się napisać rozdział na czas, ale postaram się ze wszystkich sił. 

I jeszcze jedno: w związku z powyższym, ogłaszam uroczyście, że rozdziały będą wstawiane prawdopodobnie raz na miesiąc, aż do odwołania. Myślę, że przyspieszę z pisaniem w grudniu, bo wiecie, święta i te sprawy... <3. Będzie więcej czasu ;).


No dobrze, to ja kończę i biorę się za lekcje (Boże, dopomóż), życzę Wam miłego tygodnia, mnóstwa weny we wszystkim, co robicie, i w ogóle wszystkiego najlepszego xD. Świąt co prawda nie ma, ale chyba mogę tak Wam życzyć, nie? :).

Xoxo, buziaki :*
Annabell di Angelo